-
Kiedy byliśmy bogami VI
Data: 07.05.2022, Autor: Somebody
- A ciocia? Ciocia nie wychodziła na ulice z transparentami? - pytam z uśmiechem, obserwując migawki jakiegoś protestu w wiadomościach. Starsza pani chichocze pod nosem. - Chodziłam, pewnie… Taki przywilej młodości… Bezgraniczna wiara, że właśnie my wiemy jak naprawić świat i to zrobimy… Piękna naiwność, piękna… - odpowiada nieco nostalgicznie - Wcale się tak nie różnimy mimo różnicy pokoleń… Też mieliśmy ideały, pomysły, wizje… Wydawało się nam, że jesteśmy wyjątkowi, specjalni, tworzymy społeczeństwo płatków śniegu… To kłamstwo. Nie ma ludzi wyjątkowych. Są ludzie. Po prostu ludzie, jako jeden unikatowy organizm. Rozbijanie go na pojedyncze jednostki wywołuje niepotrzebne podziały - po wygłoszeniu tego pacyfistycznego orędzia, ciocia upija w milczeniu łyk herbaty. Przyglądam się jej profilowi, zastanawiając się, jak tu "pociągnąć ją za język" i zachęcić do ujawnienia pikantnych szczegółów ze wcześniejszych etapów życia. - A uciekła kiedyś ciocia z domu? - rzucam luźno, mając w pamięci liścik, który zostawiła swojemu tacie. Odstawia filiżankę nieco głośniej niż zakładają zasady savoir-vivre. - Raz… Tak, raz mi się zdarzyło. - Sama? - Z chłopakiem. To była bardzo niemądra decyzja. Skończyło się tym, że musiałam wracać autostopem w ulewę, cała zziębnięta i mokra. Cudem nie dostałam zapalenia płuc - może to moja nadinterpretacja, ale w jej głosie słyszę żal i wściekłość. Co musiało zajść, że po tylu latach, wspomnienia nadal wywoływały tak silne emocje? - ...
... Pokłóciliście się? - pytam ostrożnie. Stąpam po cienkim lodzie. Jeśli za mocno będę naciskać, ciocia się przede mną zamknie. Jeśli za lekko, niczego się nie dowiem, a moja duma domorosłego detektywa mogłaby tego nie znieść. Zmarszczka złości przecina czoło przesłuchiwanej pionową kreską. - Nie. Wróciłam do domu i tyle. Za mocno, Wiki, za mocno. Doris i Day, też coś. Lea obrzuciła poirytowanym spojrzeniem dwie autostopowiczki - przesłodzone blondynki w typie Daana. Oczywiście, że zgodził się je podwieźć. Oczywiście, że wbrew jej woli. Doris przynajmniej zachowywała się w porządku, ale Day… Day była przeciwieństwem bycia w porządku. Już na wstępie powiedziała, że życzy sobie jechać z przodu, bo tak czuje się "bardziej komfortowo". Jasne. Zajęła zatem miejsce Lei i bezczelnie robiła z niego użytek. A to muskała udo chłopaka, a to kładła rękę na jego dłoni, kiedy zmieniał bieg, aż w końcu przebiła samą siebie opierając głowę o ramię bruneta. - Uważaj, bo spowodujesz wypadek - syknęła Lea zza pleców dziewczyny. Zazdrość była wręcz fizycznie wyczuwalna w powietrzu. - Dannie jest za dobrym kierowcą, by miał wypadek - odparła ta żmija, szczerząc się do wstecznego lusterka - Prawda, Dannie? - Jestem jestem… Wyluzuj, Lea… Nic nam nie będzie - mruknął, umyślnie przyspieszając, jakby chcąc udowodnić swoją wspaniałość. Leę zemdliło ze złości, ale heroicznie opanowała nerwy. - Jestem głodna, zatrzymamy się? - rzuciła, licząc na oczyszczenie atmosfery. Daan przewrócił ...