1. Kiedy byliśmy bogami VI


    Data: 07.05.2022, Autor: Somebody

    ... oczami, skręcając w pobliski zjazd.
    
    - Skoro musisz. Ja zostaję w aucie jak coś.
    
    - Day, pójdziesz ze mną? - zwróciła się do rywalki sztucznie miłym głosem.
    
    - Dobrze mi tutaj, ale możesz wziąć mi kanapkę.
    
    - Sama nie idę - powiedziała Lea, wbijając uparte spojrzenie w chłopaka. Nie zamierzała zostawić tej dwójki samopas.
    
    - Ja z tobą pójdę - zaoferowała się Dorris.
    
    - Nie! - krzyknęła rozwścieczona blondynka. Nie, nie, nie… Właśnie spełniał się jej najczarniejszy scenariusz - Nie musisz…
    
    - Chyba muszę, bo ty nie idziesz sama, a oni nie idą z tobą. Poza tym sikać mi się chce, więc… - autostopowiczka wzruszyła ramionami. Lea wysiadła wstrząsana irytacją. Załatwi szybko jedzenie, "wypróżni" towarzyszkę i pojadą dalej. W końcu, niechciane pasażerki będą musiały się kiedyś pożegnać, prawda? Szybkim krokiem podeszła do baru, zamawiając jedzenie, podczas gdy Doris zniknęła w toalecie. Dla Day wybrała kanapkę z podwójną porcją pomidorów, ponieważ blondynka za nimi nie przepadała. Może po nich jej twarz przeistaczała się w wielką, czerwoną bulwę… Absurdalna perspektywa ujrzenia Day z głową pomidora poprawiła humor Lei.
    
    - Gotowa? -zapytała lekkim tonem, dopinającą spodnie Doris.
    
    - Chcesz już iść?
    
    - No tak - Lea wytrzeszczyła zdumione oczy - Jedziemy dalej…
    
    - Skarbie, oni są teraz zajęci.
    
    - Czekają na nas… - spojrzała na blondynkę, usiłując odepchnąć ukryty, choć przecież oczywisty, sens jej słów. Doris roześmiała się głośno, odgarniając kosmyk włosów z ...
    ... czoła Lei, by następnie złożyć na nim delikatny pocałunek.
    
    - Może powinniśmy również poczekać - mruknęła, a jej głos stał się szorstki, chrapliwy. Lea wyczuła w nim nutę alkoholu i pożądania. Po chwili poczuła też miękki nacisk biustu Dorris na plecach oraz jej usta błądzące wzdłuż szyi - To moja dziewczyna i twój chłopak…
    
    - Day to twoja dziewczyna? - wydusiła z trudem nastolatka, próbując odsunąć się od nachalnej pasażerki - Ale… Daan… Ja…
    
    - Myślisz, że tylko tobie było ciężko na nich patrzeć? Mój Boże, nie bądź takim wyjątkowym płatkiem śniegu… Zabawmy się ich kosztem, jak oni bawią się naszym - przyparła ją do zewnętrznej ściany budynku, wsuwając palce pod spódniczkę Lei, by następnie spróbować wtargnięcia między jej zaciśnięte uda - Nie spinaj się, będzie dobrze, mała…
    
    - Przestań, nie chcę…
    
    - Chcesz, tylko się boisz. Niepotrzebnie, nie skrzywdzę cię… Oni są warci naszej miłości, ale na wierność nie zasługują… - dłoń blondynki siłą wbiła się pomiędzy nogi dziewczyny. Jeden z palców od razu zniknął do połowy w jej ciasnym wnętrzu, drugi zaatakował łechtaczkę. Zduszony jęk sprzeciwu stłumił brutalny pocałunek. Lea przestała się szarpać. Doris wydała pomruk zadowolenia, przenosząc usta na piersi osiemnastolatki.
    
    - Pamiętasz chociaż, jak mam na imię? - zapytała zrezygnowana. Było późno, wokół nikogo, bar stał na uboczu, w środku królowało tegoroczne "A whiter shade of pale", katowane do porzygu przez młodą kelnerkę, a Daan znajdował się za daleko. Zresztą ...