1. Niemoralna propozycja (V). W motelu


    Data: 07.05.2022, Kategorie: szantaż, pończochy, urzędnik, Autor: historyczka

    ... się z paniusią zapoznamy! – piszczy rudy mikrus w okularach.
    
    - Nawet bliżej zapoznamy! – rechocze gruby jak baryłeczka gość z beretem z antenką.
    
    Nie wiem, jak się zachować. A więc już im o mnie nagadał. Ciekawe co takiego? Ani chybi coś nałgał…
    
    Silę się na sztuczny uśmiech. W tym samym momencie lekkim klapsem, na oczach tych mężczyzn, ponagla mnie Antoni.
    
    - Paniusia teraz nie ma czasu! – Sprośnie mruży oko do kolegów Benio. – Ma inne zajęcie! Ale obiecała, że przyjdzie wieczorem z nami potańcować!
    
    A to cham – myślę – przecież nic nie obiecywałam!
    
    - A to już my z nią potańcujem! Oj, potańcujem! Aż ją nóżki rozbolą! – Rozochoca się rudy konus.
    
    - Spokojnie Maniu, teraz to ją co innego zaboli! – ryczy Grubasek.
    
    Cóż za prostaki! – pomyślałam, wchodząc na schody – “co innego mnie zaboli!”.
    
    W tym samym czasie, wesolutki Antoni uszczypnął mnie w tyłek. Oczywiście tak, żeby kierowcy to doskonale zobaczyli.
    
    - Auuć! – krzyknęłam, czemu towarzyszył rechot tirowców, oraz piskliwy głosik mikrusa:
    
    - Kto wypina, tego wina!
    
    Ech ty! Kurduplu! – pomyślałam – już ty chciałbyś, żebym się tobie wypięła!
    
    Kiedy przekraczam próg pokoju, nogi pode mną się ugięły. Teraz jestem w pełni, w jego władaniu.
    
    Rozglądam się po pomieszczeniu, skromne, lecz przytulne. Fototapeta z zaułkiem włoskiej uliczki, wraz z niezwykle nastrojowym światłem, tworzy ciepłe, wręcz romantyczne wrażenie.
    
    Patrzę na uradowanego kierownika – jak zacznie? Czego ode mnie oczekuje? Czy ...
    ... mam się rozbierać?
    
    Kurczowo zaciskam dłonie na torebce, jakby ona mogła być dla mnie jakąkolwiek ochroną.
    
    Patrzy na mnie, jak drapieżnik na ofiarę, którą zamierza pożreć.
    
    - Boże, jak ja czekałem na właśnie tę chwilę. Że będę cię miał skazaną na mnie. Trochę przerażoną, ale… już gotową mi się oddać. Jak ja uwielbiam te sytuacje. Mógłbym się nimi napawać bez końca.
    
    Nie odpowiadam. Nie wiedziałabym, co powiedzieć.
    
    Przełyka ślinę.
    
    - Obróć się. Obróć się, powoli, wkoło. Niech się na ciebie napatrzę…
    
    Poczułam się, jak branka na targu niewolnic. Na szczęście, jeszcze nie byłam naga, bo zapewne tak musiały występować niewolnice, przed swymi potencjalnymi panami… Choć słowo “jeszcze”, wydaje mi się jak najbardziej trafne…
    
    Nie ulegam od razu jego rozkazowi. Mija chwila, ale on mnie nie ponagla. Wreszcie sama, powoli, okręcam się wokół własnej osi.
    
    - Ależ ty jesteś ponętna! Elegancka! Zgrabna!
    
    Poczułam lekkie zażenowanie tymi komplementami. Ale też zaczęłam odczuwać ekscytację… – Co będzie dalej?
    
    Podszedł bliżej.
    
    - A teraz chcę, żebyś zrobiła dla mnie striptiz,
    
    Zadrżałam. A więc chce, bym teraz rozbierała się przed nim. Chce się mną delektować…
    
    - Tylko niech się pani rozbiera powoli.
    
    Oczywiście, że jesli już – to tylko powoli – myślę. Stoję przed nim, nie wiedząc, jak zacząć. Jestem potwornie stremowana. Obcy chłop będzie oglądał, jak się przed nim obnażam. Boże! Co za wstyd!
    
    - Najbardziej lubię ten moment, kiedy kobieta rozpina pierwszy ...