1. Niemoralna propozycja urzędnika (III). Jak się…


    Data: 11.07.2022, Kategorie: pończochy, auto, stary, elegantka, szantaż, Autor: historyczka

    ... przerażenie rozmiarami pytona… Z drugiej strony… ten kaliber intryguje i… podnieca.
    
    Kierownik, dumny ze swych gabarytów, dzierży go w dłoni, właśnie jak miecz, zdaje się, że jest żądny pochwał:
    
    - Widzisz paniusiu, mojego zwierza?
    
    Znajduję coś ekscytującego w możliwości połechtania jego próżności.
    
    - O mój Boże! Jaki wielki! Proszę... nie...
    
    Wiem, że taka moja reakcja jedynie dodaje mu wigoru. Antoni uśmiecha się słysząc te słowa, chyba czuje się jakby miał znowu dwadzieścia lat, patrzy z pożądaniem, aż ślina kapie mu z ust, Widzę, że łaknie teraz jedynie jednego, wpakować tę bestię w ciasną dziurkę. Wbić się w nią aż do końca. A ja, nie mam najmniejszych nawet szans mu w tym przeszkodzić. Ba! Błysk w jego oku dowodzi, że z furią pokona każdą przeszkodę. Cóż… rozumiem, że mogę opierać się jedynie „pro forma”…
    
    - Ach… panie Antoni… nie… proszę…
    
    Chyba już oboje sobie zdajemy sprawę, że moje nieśmiałe protesty podniecają nas oboje.
    
    Urzędnik walczy z moim oporem, atakuje, jednak ja nie poddaję się, zaciskam uda. Czysto symbolicznym gestem próbuję osłaniać się spódnicą.
    
    Widać już pot na skroni kierownika, ogarnia go zniecierpliwienie. Nerwowo szarpie moją kieckę do góry.
    
    - No paniusiu! Nie taka była umowa! Przecież obiecałaś! Obiecałaś, że mi dasz!
    
    Próbuje siłą rozewrzeć moje uda, a ja zaciskam je, jak dziewica.
    
    - Nie drocz się ze mną. Rozkładaj nogi!
    
    - Panie kierowniku… nie… nie teraz.
    
    Wydaje mi się, że Antoni, mimo że zniecierpliwiony, w ...
    ... gruncie rzeczy rad jest temu, że się opieram… że może poczuć się, jak zdobywca. A zwłaszcza, czuć swą przewagę.
    
    - Martusiu… przestań się opierać… widzisz, że nic to ci nie da…
    
    Pod naporem jego siły, okazuje się, że jestem zbyt słabą kobietką, by go powstrzymać. Udaje mu się poluzować moje uda, natychmiast miedzy nimi ląduje jego kolano – nie odpuści zdobytego terenu!
    
    Myślę – "zaraz dopnie swego… opór rzeczywiście nie ma sensu".
    
    Jeszcze tylko ostatnie protesty.
    
    - Panie Antoni… może jednak nie tutaj…
    
    Ale pod wpływem jego natarczywości i beznadziei sytuacji, ulegam i rozchylam uda.
    
    Urzędas natychmiast ląduje między nimi. Jest wniebowzięty, szczerzy zęby jakby wygrał milion w totolotka.
    
    - Nareszcie mam cię! Szykuj się na przyjęcie mojego zwierza!
    
    Początkowo patrzę mu prosto w oczy, ale gdy przyłożył łeb swego węża do mojej szparki, odchylam głowę, żeby nie widzieć jego miny.
    
    Czuje, jak główka napiera. Lecz nie może wejść.
    
    Stary trochę zdenerwowany, postanawia pomóc sobie palcem.
    
    - Jak się popieści, to się pomieści! – sapie, wpychając we mnie środkowy palec.
    
    - Achhh! – jęknęłam, gdyż zrobił to dość niedelikatnie.
    
    Palec toruje Antoniemu drogę, w ślad za nim, napiera swą męskością by wreszcie wedrzeć się do środka.
    
    Gdy już wydaje się, że to ten moment, kiedy urzędas wejdzie we mnie i mnie posiądzie w swoim starym aucie, na tym zaśmieconym leśnym parkingu, nagle wdziera się jakiś hałas. To na dużej prędkości wjeżdża auto z muzyką ustawioną ...
«1234...»