1. Niemoralna propozycja urzędnika (III). Jak się…


    Data: 11.07.2022, Kategorie: pończochy, auto, stary, elegantka, szantaż, Autor: historyczka

    ... razem bardziej nachalnie.
    
    Nie bronię się. Choć teraz nasila mi się wrażenie, że wszyscy kierowcy, jadący z naprzeciwka, doskonale widzą to, co robi mi Antoni.
    
    - Ależ ty masz zgrabniusie te nózie! Martusiu! Muszę się tobą nacieszyć!
    
    Gładzi moje uda, masuje.
    
    - No i te pończoszki! Marzenie! Ależ mają śliczne koronki!
    
    - Panie kierowniku… proszę się skupić na drodze. Nie czuję się zbyt bezpiecznie…
    
    Urzędnik śmieje się na głos.
    
    - Lubię jak kobietka nie czuje się zbyt bezpiecznie!
    
    Po czym przenosi prawą dłoń na mój biust.
    
    - Sprawdzam, czy pas bezpieczeństwa dobrze leży. Ha ha ha!
    
    Teraz moje poczucie, że kierowcy z naprzeciwka widzą, co stary mi wyprawia, przeradza się w pewność. Czuję co najmniej konsternację, gdy spora łapa suwa się po moich piersiach.
    
    - Oj masz ty Martusiu czym oddychać! Biust wprost idealny na hiszpana!
    
    Zawstydzają mnie te słowa. Nie wiem, jak reagować. Odpychać tę rękę?
    
    - Ależ panie kierowniku… – staram się nadać bardziej oficjalny ton, jednocześnie odwodząc jego dłoń z moich cycków – proszę przestać… ludzie patrzą…
    
    - Ha ha ha! A to mi pewno zazdroszczą! – I znów ścisnął cycek.
    
    Tak mnie to wszystko peszy, ale jednocześnie dostrzegam, że wywołuje też we mnie specyficzny rodzaj podniecenia… Nie odpycham teraz jego ręki.
    
    - Martusiu! Ależ mnie tym rozrajcowałaś! Nie wytrzymam! Musisz mi ulżyć! Zjadę tu na pobocze. Za tymi drzewami nie będzie nas widać.
    
    - Nie! Panie Antoni! Co pan znowu zamierza!?
    
    Widzę, że ...
    ... pożądania aż go skręca.
    
    Żąda, żeby „zrobiła mu dobrze” ręką… Wzdrygam się, ale wiem, że opór nie ma sensu. Posłusznie sięgam do jego rozporka, delikatnie rozpinam go.
    
    Zaparkowaliśmy co prawda za jakimiś brzozami, ale mam nieodparte wrażenie, że wszyscy widzą, jak wysupłuję ze spodni naprężonego olbrzyma…
    
    - O tak! Ściśnij go! Chcę poczuć twoją delikatną rączkę na mojej kutandze!
    
    - Panie kierowniku… ale ja nie mam w tym doświadczenia…
    
    - Oooo… dobrze… Nnnie maszzzz?
    
    Okłamałam go celowo, żeby zrobić wrażenie bardzo porządnej belferki. Jednocześnie przypominam sobie, jak to samo robiłam Michałowi… gdy zaczęłam z nim chodzić, a jeszcze nie zgodziłam się pójść z nim do łóżka. Raz zrobiłam mu dobrze w restauracji, w toalecie… Pamiętam doskonale. Zatrzasnęły się wtedy drzwi. Jak je otworzono, cała restauracja biła nam brawo.
    
    Masuję kuśkę urzędnika powoli, ruchami – góra – dół. Stary przymyka oczy, wygląda na szczęśliwca.
    
    Oglądam jego instrument z bliska. Iście, potwór! "Czy on aby na pewno się we mnie zmieści? Moja pochwa jest ciasna... A jeśli już wtranżoli się? Jak to odczuję? Da mi niezły wycisk! A raczej... wcisk..."
    
    Oczywiście nie ma szans, żebym objęła go w obwodzie palcami. Ale ściskam, jakbym próbowała to zrobić.
    
    - Taaakkk... achhhh... - sapie rozanielony kierownik - ściskaj go... trzymaj dziarsko!
    
    Więc dzierżę mocno. Suwam dłonią od nasady, do grzybka. Czuję pod palcami, jak staje się jeszcze twardszy.
    
    - Trzep go! Trzep kapucyna, jak na to ...