-
Niemoralna propozycja urzędnika (III). Jak się…
Data: 11.07.2022, Kategorie: pończochy, auto, stary, elegantka, szantaż, Autor: historyczka
... na full, zatrzymuje się blisko nas… Antoni, jak niepyszny, klnąc pod nosem, złazi ze mnie. Ja sama, rozdygotana zarówno tym, co się wcześniej wydarzyło, jak i niepożądanymi gośćmi, w panice myślę – „Boże! Jacyś ludzie zobaczyli mnie, z podciągniętą spódnicą i rozłożonymi nogami, pod starym grubasem! Co za wstyd! Co sobie mogą o mnie pomyśleć!? Żeby tylko nie okazali się to jacyś znajomi… przecież niezbyt daleko za miasto odjechaliśmy…” Najchętniej nie pokazywałabym twarzy nieoczekiwanym przybyszom, jednak kierownik wstaje i w pośpiechu zapina rozporek. Postanowiam szybko czmychnąć z tylniego na przednie siedzenie. Jednak tuż po wyjściu, gdy poprawiam spódnicę, dostrzegam twarze pasażerów sąsiedniego auta. Zmroziło mnie! To moi uczniowie z maturalnej klasy! „Boże! Przecież widzieli mnie! Widzieli dokładnie! Co sobie pomyśleli?! No ale co mieliby sobie innego pomyśleć, widząc na tylnim siedzeniu auta kobietę z zadartą kiecką, w pończochach, w takim miejscu, z takim typkiem! Jezu! Co za wstyd! Taka wieść gruchnie po szkole jak lawina! Koniec z moją nieskazitelną reputacją… A podobno mam… miałam... opinię cnotki-niewydymki". Antoni za kierownicą wygląda na roztrzęsionego. Przez kilka minut nie odzywamy się do siebie. Wreszcie zagaja. - Te chłystki z samochodu na parkingu wyglądali mi na jakieś technikum. Mogą kojarzyć panią ze szkoły? No i co mam mu powiedzieć? Rzucam zdawkowo. - Mogą. - Uuuu! Czyli pewnie panią znają! Pani uczniowie?! ...
... Niemożliwe! Czuję jakąś dziwną potrzebę ujawnienia swego powodu zawstydzenia, jakbym chciała, żeby mógł to wykorzystać. - Zgadł pan. To są moi uczniowie… Widzi pan, na co zostałam narażona? Urzędas uśmiecha się na poły chytrze, na poły lubieżnie. Zaczęło go to podniecać? - Uuuu! To teraz powstaną legendy na temat pani historyczki i jej prowadzenia się – zarechotał – chłopaczki zrobią pani reklamę! Ha ha ha! - No wie pan… - rzucam oschle, jednocześnie odpychając rękę, która ląduje na moim kolanie. Antoni zaś niezrażony moją postawą, ciągnie wątek. - A to chłoptasie będą mieli zagwozdkę! Się będą biedzić – jak to się stało, że ich najporządniejsza pani profesor wylądowała na miejscu dla tirówek… i to pod takim starym i niewyględnym ramolem? Może pomyślą, że ich nauczycielka puszcza się dla kasy? Słowa urzędnika kłują mnie jak szpile. „Tirówki… puszcza się… dla kasy…” – ładnie mnie to określa. Z drugiej strony – myślę sobie – a czy to nie jest prawda? „Może się nie puszczam? Nie robię tego wszystkiego dla kasy? Do tego ten parking tirówek – czyż nie znalazłam się tam rozłożona na tylnim siedzeniu? Pierwszorzędna postawa nieposzlakowanej pani pedagog. Godny podziwu wzór do naśladowania, kurwa jego mać!” Kierownik nakręca się, znów łapie moje kolano, wyobrażenia uczniów rozprawiających o reputacji ich nauczycielki najwyraźniej go pobudza. - Martusiu, nie broń mi się! Przecie na coś umawialiśmy się! Po czym jego dłoń wjeżdża pod spódnicę i poczyna macać uda. Tym ...