1. Ballada o trzech nieznajomych, czyli rzecz…


    Data: 01.10.2022, Kategorie: horror, śmierć, mało seksu, akcja, erotyka, Autor: Agnessa Novvak

    ... pytań. Głównie dotyczących usiłującej ucałować usilnie broniącą się przed karesami Aidę, ubranej w granatową sukienkę do kolan osóbki. Niziutkiej, młodziutkiej i całkiem przyjemnie krąglutkiej, która po ostatecznie zwycięskim dobraniu się do jednej siostry szybciutko wymieniła czułości z drugą. I z miejsca dosłownie doskoczyła do mnie.
    
    – Wyjedwabistą furkę macie! Dacie się potem karnąć? A w ogóle to… Aida, nie zezuj! Wiem, że trza się przywitać! – przewróciła pomalowanymi w zakręcone, wychodzące aż na skronie wzory, oczyma – mówta mi Aurora!
    
    Zachichotała, odstawiła parę nieskoordynowanych pląsów i poddała autodefenestracji. Aida sapnęła groźnie, Ariadna udała, że nie wydarzyło się absolutnie nic godnego wspomnienia, Pitbul z wrażenia upuścił pożerane właśnie, ociekające tłuszczem gęsie udo. A ja gapiłem się jak ostatni kretyn w otwarte na oścież okno, które posłużyło Aurorze do jakże taktownego opuszczenia salonu. Starając się dociec, dlaczego serce waliło mi jak oszalałe?
    
    Podziękowałem grzecznie za ucztę i pod byle pretekstem wyszedłem na dwór. Względnie na pole, zależnie co kto uważał. Drżącymi dłońmi przetarłem znaczone coraz wyższymi zakolami, zimne od potu czoło i dla odmiany rozpalone, pokryte szpakowatą szczeciną policzki, próbując nie dostać zawału. Byłem pewien, że po tysiącu złych i jeszcze gorszych uczynków, od lat znaczących koleje mego życia, stałem się ledwie pustą skorupą, niezdolną do głębszych uczuć. A tymczasem… Próbując się jakoś opanować, ...
    ... wygrzebałem z kieszeni zmięte
    
    , zapaliłem i wciągnąłem smolisty, wypalający płuca do żywego dym, krztusząc się jak stary suchotnik.
    
    – Od palenia tego gówna masz śmiech jak świnia kaszel! – zza auta wyłoniła się rozbawiona Aurora.
    
    – To ja się śmiałem? – pomyślałem na głos.
    
    – Brzmiało w sumie podobnie – parsknęła – ale serio, wywal ten szajs, bo zdechnąć można! To co, powiesz mi w końcu, skąd żeśta się tu wzięli?
    
    – Cóż, przejeżdżaliśmy w pobliżu, spotkaliśmy Ariadnę i jakoś tak wyszło.
    
    Dla dodania pozornej obojętności wypowiedzi mało elegancko przydepnąłem peta, lecz tak naprawdę rozpaczliwie szukałem wyjścia z przerastającej mnie sytuacji.
    
    – Ale będzieta chociaż do rana, co?
    
    – Raczej tak, będzieta. Znaczy, będziemy – wydukałem, starając się w miarę możliwości mało bezczelnie przyjrzeć najwspanialszej kobiecie, którą w życiu…
    
    A nie, czekaj. Miałem przyjemność z, nie przesadzam i nie chwalę się bezpodstawnie, setkami pod bardzo wieloma względami wspanialszych od niej. Z czego przynajmniej parędziesiąt poznałem z bardzo intymnej strony. Tymczasem Aurora była w gruncie rzeczy do bólu zwyczajna, różniąc się chyba wszystkim, czym tylko się dało, od swych sióstr. Ariadna w każdym swym geście i słowie była tak autentycznie staromodna, że byłbym w stanie uwierzyć, że pochodziła przynajmniej z czasów międzywojnia, o ile nie wcześniejszych. Aida, dumna i wyniosła, wyglądała i zachowywała się jak właścicielka multimiliardowej fortuny, jawnie traktując wszystkich z góry. ...
«12...678...20»