-
Obłąkana "Dramat"
Data: 02.11.2022, Autor: BlackDolly
... innego, na kogo mogłabym przelać to uczucie. Byliśmy przecież tylko my. Tylko my i Pan Terrens. Nasz opiekun. W poniedziałkowe wieczory wszystko się jednak zmieniało. Znów cicho skradał się do mojego pokoju, lekko uchylał stare, skrzypiące drzwi i wkradał się do środka. Zawsze udawałam, że już śpię, ale tak naprawdę z niecierpliwością oczekiwałam jego przyjścia. Zagryzałam wargi i chowałam twarz w poduszkę, tak aby nie zauważył mojej ekscytacji. Kiedyś słyszałam jak Pani Fitz wspominała coś o jakichś motylach w brzuchu, gdy jest się zakochanym, w moim szalała chmara szarańczy, walcząca o przetrwanie. Ledwie powstrzymywałam się, aby nie rzucić się chłopakowi na szyję. Chciałam, aby był mój. Chyba był. Kładł się obok mnie. Czułam jego ciepły, miarowy oddech na policzku i wiedziałam, że mi się przygląda. Nie trwało to jakoś długo, nim jego delikatne palce zaczynały gładzić mnie po włosach, ale oczekiwanie na ten moment był niczym wieczność w próżni. W tamtych chwilach nic się dla mnie nie liczyło, był tylko on. Łagodny i subtelny, a przy tym bardzo dojrzały i męski jak na swój młody wiek. Byłam jego. Nie musiał pytać, prosić, ani żądać. Byłam jego od kiedy pamiętam i nic nie mogło tego zmienić. Nic... Nawet cholerny opiekun Terrens. Co pamiętam z tamtego dnia? Kończyłam trzynaste urodziny. Za kilka miesięcy wszystko miało się zmienić, Derek byłby pełnoletni, a wolność zbliżała się do nas wielkimi krokami. Mieliśmy plany, mieliśmy przyszłość, mieliśmy ...
... wszystko, czego tylko pragnęliśmy tuż na wyciągnięcie ręki. To była nasza chwila. Nasza... Zabrał mnie rano na naleśniki. Robił to praktycznie codziennie, ale wtedy smakowały mi o niebo lepiej. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, promienie słońca tak pięknie tańczyły w jego jasnych włosach, a oczy były tak radosne i przepełnione miłością. Nie musiał mówić, że mu zależy, nie musiał powtarzać, że mnie kocha, ponieważ w mojej głowie te słowa rozbrzmiewały nieustannie od poprzedniego wieczoru. Kocham Cię... Kocham Cię maleńka... - jego niski, lekko zachrypnięty szept brzmiał w mojej głowie niczym mantra, która melodyjnie trafiała prosto do serca. Nie mogłam spokojnie usiedzieć na tyłku, nosiło mnie w każdą stronę, tryskałam energią, a na policzkach wciąż miałam krwistoczerwone rumieńce... Już miałam coś powiedzieć, gdy przydreptała do nas Pani Fitz i zaczęła mi się bacznie przyglądać. - Oh, nie rozchorowałaś się dziecinko? - jej pulchna, blada ręka powędrowała wprost do mojego czoła. - Jesteś cała czerwona... - Spokojnie Pani Fitz, nic mi nie jest. - wyszczerzyłam się w pięknym, sztucznym uśmiechu, który zawsze podbijał ich serca. Mała, niewinna, urocza dziewczynka. Tak mnie postrzegali. Tylko Derek nie traktował mnie jak dzieciaka. Tylko on rozmawiał ze mną poważnie, tylko jemu mogłam wyznać moje najmroczniejsze myśli. Tylko jemu. - Uważaj na nią... - przechyliła się w stronę chłopaka. Brakowało dosłownie kilka centymetrów w bok, a straciłaby równowagę i ...