-
Dług nauczycielki. Marta prostytutką
Data: 31.12.2022, Autor: Historyczka
Mafia, w ramach długu mojej mamy, sprzedaje mnie do ekskluzywnego domu publicznego. To taki burdel, w którym klienci płacą nieprzyzwoite pieniądze. Ale też mają za co. Wybór jest specjalny. Jeśli dziewczyna jest przebrana za pielęgniarkę, to znaczy, że jest nią w rzeczywistości. Jeśli za policjantkę, to też pracuje w swoim fachu. A jeśli za nauczycielkę? Zanim tam przybyłam, już czułam się potwornie upokorzona faktem, że będę musiała oddawać się zupełnie, ale to zupełnie obcym mężczyznom. Pozwalać i na wszystko. Jeśli zechcą bym im obciągała - będę im ssać fiuty. Jeśli zechcą bym się wypięła, posłusznie będę musiała nachylić się i wypiąć tyłek... - Jestem teraz dziwką... jestem najzwyczajniejszą w świecie dziwką... - powtarzałam sobie w duchu. Kiedy jechałam pociągiem, wydawało mi się, że wszyscy mężczyźni, którzy na mnie patrzą, doskonale wiedzą, że jestem prostytutką... - Jesteś kurwą, więc dasz, kiedy tylko zechcemy i jak tylko zechcemy - zdawały się mówić ich twarze. Odruchowo obciągałam spódnicę, żeby zakryć kolana, ale nawet tu ponosiłam klęskę - spódnica była zbyt krótka. Na miejscu spotkało mnie kilka zaskoczeń. Pierwsze, to niesłychanie wytworny wystrój tego przybytku. Drugie - to ciepłe przyjęcie. Trzecie - to chrzest... Polegał on na tym, że kiedy rozpakowywałam się w swoim pokoiku - wtargnęli tu bez pukania dwaj ochroniarze. -Witaj w klubie! - przywitali się. Po czym zgwałcili mnie tak ostro, że nie zapomnę tego do końca życia... Zaznajomili mnie, ...
... że to stary rytuał, że dziewczyna zaczynająca pracę, tak właśnie jest witana. Zrazu, zaskoczona, opierałam się. Ale najpierw jeden mnie trzymał, a drugi podciągnął mi spódnicę i ściągnął majtki. Po czym wszedł we mnie bezpardonowo. Tak samo brutalnie mnie wydymał. Potem nastąpiła zmiana - i on mnie trzymał za ręce, a drugi mnie gwałcił. Miał przyrodzenie nie za długie, ale bardzo grube. Moja cipka odczuła to boleśnie. Tak więc zaliczyłam chrzest... a właściwie, to ja zostałam zaliczona... Okazało się, że mój pokoik, mimo, że niewielki - urządzony jest jak minisalka lekcyjna. Mam swoje biurko i fotel. Tablicę z kredą i wskaźnikiem, nawet globus. Nie zabrakło też uczniowskiej ławeczki. W rogu leżał materac, taki jakie znajdują się w salach gimnastycznych. Natychmiast wizualizowałam sobie, jak mogę być brana na tych wszystkich meblach. Na materacyku - to jasne... sama byłabym dla nich materacykiem... Biurko - to naturalne miejsce mojej pracy... przypomniałam sobie niemal natychmiast, jak to właśnie na nim uległam naszemu wicedyrektorowi. A tablica? Wyobraziłam sobie opartą się o nią, tak mocno, że aż twarzą ścierałam zapisane na niej wyrazy... Zwłaszcza podczas miarowego męskiego naporu na mnie... Raz i dwa... raz i dwa... Moja głowa trzymana męską silną dłonią... Moja śliczna twarzyczka wycierająca tablicę... A niższa uczniowska ławeczka do niczego by się nie nadała? Natychmiast ułożyłam się na niej na plecach... Wystarczy teraz tylko podciągnąć spódnicę i ...