-
Roztańczone zmysły (I)
Data: 06.01.2023, Kategorie: nieznajomy, sexshop, Autor: martini_bianco
Pierwszy dzień w nowym mieście minął mi zaskakująco szybko. Do południa rozpakowywałam swoje rzeczy, następnie wyszłam zapoznać się z okolicą i pooddychać nowym i jak mi się zdawało, świeższym powietrzem. Rozpoczynałam kolejny etap życia i nie chciałam zaczynać go od jakiejś gonitwy. Tego miałam już dość. Szłam powoli i z każdym krokiem miałam dziwne wrażenie, jakby przyszłość wypadała mi ciężkimi głazami z kieszeni, a ja lżejsza i spokojniejsza, mogłam biec do przodu i łapać całą tę wiosenną pogodę. Nie liczyło się nic. Cieszyły mnie promienie słońca wplatające się w moje włosy, lekki wiatr tak przyjemnie je rozwiewał, a ja w cieniu mogłam dostrzec ich piękny taniec. Czułam się, jakbym dopiero co się urodziła, albo przybyła z jakiejś innej planety w to piękne miejsce. Rozwiedziona, 32-letnia prawniczka z wypisanym na czole hasłem: "MAM DOŚĆ", to ja. Ale nie jest mi z tym źle. Zrezygnowałam z pracy. Kompletne wypalenie zawodowe, brak spełnienia, brak czasu na własne życie, rozwód, bezdzietność. Czy tak chcę dalej żyć? Jak przez mgłę wspominam marzenia o byciu tancerką... Miałam możliwości, to była moja prawdziwa pasja, coś, co sprawiało radość. Jedyna rzecz, przez którą wyrażałam siebie. Dałam się zmanipulować chorym aspiracjom rodziców i poszłam na studia prawnicze. Nie mogę powiedzieć, że je wybrałam. Ja nie miałam wyboru. Zmarnowałam najpiękniejsze lata, wyszłam za mąż za pierwszego, który wydał się odpowiedni i którego zaakceptowali rodzice. Małżeństwo z rozsądku w ...
... wieku 29 lat wydawało się odpowiednią opcją, bo przecież czas goni, a ja nie chcę zostać starą panną. Mama była przekonująca. Od początku się nie układało, czułam się z Arturem, jakby ktoś wrzucił małpę do klatki z bobrem. Nie chcę nawet tego wspominać, nikt nie wie, jak bardzo się cieszę, że nie mamy dzieci. Jestem wolna! Czuję się młodo i zamierzam przez najbliższy rok poszukiwać inspiracji i znaleźć ścieżkę swojego życia. Oczywiście, że będę też tańczyć! Na tę myśl zakręciłam się na jednej nodze wokół własnej osi, wydając z siebie nieartykułowany dźwięk, aż przechodzące obok nastolatki spojrzały na mnie jak na wariatkę. Zaczęłam biec. Czułam się, jakby po latach niewoli ktoś otworzył klatkę i kazał uciekać. Wybaczcie proszę kolejne nawiązanie do klatki, ale jedynie takie skojarzenia budzą we mnie minione dni. Zziajana, przystanęłam naprzeciw chińskiej restauracji. Poczułam niepohamowany głód i weszłam niewiele myśląc, jednocześnie z zadowoleniem wdychając apetyczne zapachy. Chińskie restauracje dotąd kojarzyły mi się z przepychem i niebagatelnymi rachunkami. Tym razem znalazłam się w zwyczajnej knajpie, z tandetnym wystrojem i wyposażeniem, co wzbudziło moje zadowolenie. Usiadłam przy drewnianym, kołyszącym się stoliku i przeglądałam z zaciekawieniem wydrukowanemu na zwykłym papierze w formacie DL menu. Po chwili podszedł do mnie uśmiechnięty Chińczyk, zamówiłam najtańszą potrawę za 12 złotych - ryż smażony z kurczakiem i warzywami. Ze zrozumieniem kiwnął głową, ...