-
Schron
Data: 19.01.2023, Kategorie: apokalipsa, poniżenie, sąsiadka, Autor: Man in black
... pacjentki, która przestała jeść czekoladę. Zresztą, zdążyła pochłonąć ponad połowę. – Podoba ci się to... – Doktorze... – jęknęła cichutko. – Chciałby doktor włożyć? Miał wrażenie, że płonie. Błyskawicznie wskoczył na łóżko, ukląkł pomiędzy rozchylonymi udami i wyjął penis. Był tak twardy, że niemal z trudem odchylił go do pozycji poziomej. Chwilę się masturbował. Jeszcze nigdy nie trzymał penisa tak blisko prawdziwej szpary. Zdarzało mu się zabawić z dmuchaną lalą, ale to? To było niezwykłe. Włożył go. Wreszcie to zrobił. Natychmiast pochłonął go zmysłowy świat kobiecego wnętrza. Karolina była w środku rozpalona jak martenowski piec. Zaczął się w niej poruszać nerwowo. – Tak dobrze? – jeszcze się pytała? Ta mała zdzira chciała, żeby mu naprawdę było dobrze. Widocznie jej na tym zależało, grzeczna szmata. – Jesteś moją ulubioną pacjentką, wiesz o tym? – piekły go wszystkie pryszcze na twarzy. Głos drżał, prącie pulsowało boleśnie. Błyskawicznie pojawiło się mrowienie. Dreszcze przemknęły po kręgosłupie, spłynęły po pośladkach i po chwili miał wrażenie, że nawet jądra pulsują nerwowo. W ostatniej chwili wyjął członka i spuścił się w przygotowany ręcznik. Zawirowało mu przed oczami. Spiął się, znieruchomiał na sekundę, po czym drżał nerwowo i znowu znieruchomiał. Wreszcie poczuł, że staje się miękki i ociężały. W dodatku zrobił się senny. Wow, ale jazda, powtarzał w myślach. To było niezwykłe. – Doktorze – zatrzymała go, łapiąc za rękę. – ...
... Bliżej... Pochylił się. – Niech doktor mnie zabierze do siebie, do domu... będzie mógł ruchać, kiedy będzie chciał. Chłopak przełknął ślinę. Ledwie trafił do drzwi. Miał miękkie nogi, ale propozycja Karoliny... wiedział, że długo będzie mu siedziała w głowie. Jeszcze godzinę później, kiedy palił papierosa – zachłannie, jakby to miał być jego ostatni papieros w życiu – wciąż słyszał te słowa. O tym, żeby ją zabrać i oczywiście to, że będzie mógł ruchać, kiedy będzie chciał. To była propozycja, która mogła paść tylko z ust wariatki, ale... Nowy dzień obudził się na dobre. Nigdy by nie pomyślał, że rozpocznie go z takim dylematem. Słońce zdążyło się wspiąć wyżej. *** Poranek był przyjemny, ciepły, słoneczny i niemal bezwietrzny. Dzielnica domków jednorodzinnych skąpana w złotych promieniach sprawiała wrażenie sennej, niemal wyludnionej. Ciszę przerywały jedynie szczekające psy, czasem przejechał samochód. Agata zaparzyła kawę. Miała za złe Andrzejowi, że nie wymyślił niczego na weekend. Powinni gdzieś pojechać, pogoda była pierwsza klasa. Zaniosła filiżanki do ogrodu, gdzie mąż usiłował naprawić kosiarkę. – Nie udawaj, że masz o tym pojęcie. Jeszcze stracisz palce. Napij się lepiej kawy – postawiła filiżanki na ogrodowym stole, spróbowała swoją i dodała odrobinę śmietanki. – Może masz rację – mężczyzna podszedł do stołu, przetarł pobrudzone smarem dłonie i usiadł. – Więc jak będzie z weekendem? – podjęła jeszcze jedną próbę. – No weź, nie zaczynaj. Mówiłem ci już. Musimy ...