1. Dobry zwyczaj, nie pożyczaj


    Data: 20.02.2023, Autor: blackjack

    ... prawoskrętny – dodała z zacięciem Olka.
    
    – Że co?
    
    – Fiut prawoskrętny.
    
    – A tego to nie słyszałam – zaciekawiła się Irka. – Fiuta rozumiem, ale dlaczego prawoskrętny?
    
    – Bo jak mu sterczał, to trochę na prawo…
    
    Spojrzały na siebie, wybuchając nieopanowanym śmiechem. Lecz bardzo szybko minęła im ta wesołość.
    
    – Coś czuję, że przyjęłaś zaproszenie na ślubną imprezę, prawda?
    
    – Tak – westchnęła żałośnie Olka. Po czym bez zastanowienie dała solidnego łyka prosto z trzymanej w ręku butelki. – W końcu nasze matki były przyrodnimi siostrami.
    
    – I pójdziesz sama?
    
    – Mogłabym wziąć ciebie.
    
    – Czekaj, czekaj… Mam pomysł! – Irka aż podskoczyła na swoim miejscu.
    
    – Niech zgadnę. Mariusz zorganizuje jakiegoś swojego kolegę, napakowanego testoteronem twardziela, który będzie udawał śmiertelnie we mnie zakochanego. Będę się rzucać w jego ramiona, czyniąc mętne aluzje do mega odjazdowego seksu, wielkości jego członka i ilości numerków zaliczonych podczas jednej nocy?
    
    – Jak ty mnie jednak dobrze znasz.
    
    – Aha. Z żalem, ale muszę odmówić.
    
    – Uważasz, że lepiej będzie siedzieć gdzieś w kącie, odpowiadać na natrętne pytania starych ciotek, kiedy ślub i z miną zbitego psa gapić się na tego palanta i ulubioną kuzyneczkę?
    
    – Na nich akurat nie muszę się gapić.
    
    – Olka! Pozwól sobie pomóc!
    
    – Przecież to numer stary jak świat. – Olka wykrzywiła twarz i czknęła. Alkohol nigdy jej nie służył. Albo zasypiała już na samym początku, albo wpadała w nieopanowaną ...
    ... wesołość. No i była jeszcze obowiązkowa czkawka – nie do pozbycia się, nie do pokonania.
    
    – Ten z wynajęciem faceta, który ma zgrywać narzeczonego? Pewnie, że stary! Ale z dobrych pomysłów się korzysta, a nie je odrzuca.
    
    – Wpakujesz mnie w kłopoty.
    
    – Marudzisz.
    
    – Dostaniemy wspólną sypialnię.
    
    – Pewnie z dużym łóżkiem.
    
    – Na którym będziemy musieli wspólnie spędzić noc.
    
    – Ciesz się, że tylko jedną.
    
    – Wkurzasz mnie!
    
    – To jak? Zgadzasz się, prawda? – Rozpromieniła się Irka. – Nawet wiem, kogo ci załatwimy.
    
    – Wcale się nie zgodziłam.
    
    – No to patrz! – Przyjaciółka przez chwilę grzebała w telefonie, a potem podetknęła go pod nos kiwającej się niemrawo Olki.
    
    – No nie wiem! – wyszeptała ta po dłuższej chwili. – Niby niezły, ale jako konkurencja do Gabriela kiepski.
    
    – Na żywo prezentuje się znacznie lepiej – zapewniała ją z zapałem Irka. – Będzie trochę wyższy od ciebie i przede wszystkim to typ mózgowca, a nie mięśniaka. W mięśniaka Gabryś by nie uwierzył.
    
    – Mózgowca, hę? – Olka jeszcze raz nieufnie przyjrzała się mężczyźnie ze zdjęcia. Dość wysoki, szczupły, ubrany w elegancki garnitur, modnie ostrzyżony. Niczego sobie, gdy się lubi takie wymuskane typy. A ona lubiła. – On pracuje w policji?
    
    – A gdzie tam! To pan prokurator.
    
    – Prawdziwy?
    
    – Najprawdziwszy! Klnę się na mą duszę!
    
    – Czasami mam wrażenie, że jako przedstawicielka piekieł, nie masz duszy. I teraz nagabujesz mi swego wspólnika.
    
    – Chcesz od razu na imprezę, czy może herbatka ...