1. Majowy weekend


    Data: 06.07.2023, Kategorie: klub, czarny, Autor: Baśka

    Podczas Świąt Wielkanocnych zostałam zaproszona przez syna do nich na majowy weekend. W tym roku był to wyjątkowo korzystny układ. Biorąc 3 dni urlopu miało się 9 dni wolnego. Rozmawiając na ten temat ze swoim Dyrektorem, zasugerował on, abym w drodze powrotnej zajrzała do naszego przedstawicielstwa w Hamburgu. Realizując ten plan okazało się, że nie ma już wolnych biletów na sobotę do Paryża. Ale znalazłam wolne miejsce na czwartek rano do Hamburga. Zaproponowałam Dyrektorowi zamianę, zgodził się, więc czwartek - 26 i piątek 27 kwietnia miałam być w Hamburgu, w sobotę przed południem miałam przelecieć do Paryża. Była to kompromisowa propozycja, przebywając w Hamburgu musiałam tak dobrać swoje spotkania, aby móc swobodnie w sobotę przelecieć do Paryża. Wyleciałam już w czwartek rano, 26 kwietnia i byłam na spotkaniu w firmie. W czwartek wieczorem spotkałam się z Manfredem i pieściliśmy się kilka razy. Drugi raz spotkałam się z nim w piątek, miałam z nim jak zwykle mocne zbliżenie, po którym poinformował mnie, że umówił mnie na spotkanie w nowym klubie "Black-White", gdzie jestem oczekiwana o godzinie dwudziestej. Ubraliśmy się i o określonej godzinie zwiózł mnie na miejsce. Z zewnątrz zupełnie niepozorny budynek z informacją "Fitness-Club". Ale jak pokazałam wręczony mi przez Manfreda bilet, to zostałam skierowana na piętro. Tam drzwi otworzyła mi kobieta ubrana w biały szlafrok, podałam jej bilet, spojrzała na mnie i zaprosiła do środka. Przedstawiła się ze wschodnim ...
    ... akcentem Wiera i poprosiła do pokoju, który był klasyczna szatnią. Poleciła mi się rozebrać i założyć taki sam szlafrok, w jaki była ona ubrana. Ponieważ nie mam problemów ani z niemieckim, ani z rosyjskim, zapytałam ją, co to za klub i dlaczego taka nazwa. Wyjaśniła mi, że nazwa klubu pochodzi od przyjętej zasady. Mają prawo przebywać w nim białe kobiety i ciemnoskórzy mężczyźni. Uśmiechnęłam się i wyszłyśmy z tej szatni, otworzyła następne drzwi, a tam długi korytarz, widać było po lewej i prawej stronie drzwi do pokoi. Myśmy przeszły aż do samego końca, tam był można powiedzieć salon. Przebywało w nim czterech ciemnoskórych mężczyzn poubieranych również w białe szlafroki. Wyglądało na to, że na mnie czekali, bo jeden z nich podszedł do mnie, zsunął mi z ramion mój szlafrok, dłuższą chwilę mi się przyglądali, po czym wziął mnie za rękę i zaczęliśmy stamtąd wychodzić. Równo z nami zaczął iść jeszcze jeden. Weszliśmy do pierwszego z brzegu pokoju, w którym była leżanka przypominająca fotel ginekologiczny. Nie musiał mi niczego tłumaczyć. Po chwili ułożyłam się na nim, a on zsuwając ze swoich ramion ręcznik już za chwilę szykował się do wejścia we mnie. Była to, można powiedzieć, standardowa pałka, więc nie było z nim większych kłopotów. Po prostu czułam go mocno w sobie, a jego systematyczne pchnięcia powodowały narastające we mnie podniecenie. Cipka puściła soki i kiedy kończył, było mi dobrze. Odsunął się, jego miejsce zajął ten drugi i sytuacja się powtórzyła. Ale ten miał pałkę ...
«1234...»