-
Okruchy i okruszki cz. 10
Data: 21.07.2023, Autor: Szarik
Skała, głaz, kamień, błoto, strumień, skała, głaz …, no k... w co ja się dałem wciągnąć? Człapię już nie wiem, którą godzinę pod górę. Na początku miałem dziką przyjemność gapić się na jej zgrabny tyłek w obcisłych leginsach, a teraz? Pot leje się strumieniami na oczy, plecy mokre, dupsko mokre, w płucach świszczy, a ona zapiernicza jak kozica górska. Dziadek na wycieczce. Co mnie pokarało? Nagadała mi, że to łatwa trasa. No ok, może dla niej, ale dla mnie, stworzenia biurowego to wyprawa w Himalaje, a przecież jeszcze trzeba wrócić. Muszę sobie znaleźć jakąś motywację, jakąś myśl przewodnią, odwrócić złe myśli, bo inaczej padnę tu na szlaku, i nikt, ani nic mnie nie ruszy. Tak, chyba muszę się skoncentrować ponownie na jej tyłku. Niezły jest, kręci mnie. Leginsy fajne, bo i nóżki podkreślają, choć te sportowe gatki to też bym z niej zdjął. Krok, za krokiem, krok, za krokiem. Dyszę jak parowóz. A jakby ten jej tyłeczek przyodziać w jakąś sportową, może tenisową spódniczkę? Tak, to dobry pomysł. I nóżki by były, i pewnie tyłeczek by błysnął. Już nie mam czym ocierać potu. Majtki? Bawełniane figi, może stringi? Eee, co się mam ograniczać, majtki będą zbędne. Widziałem z jaką zawziętością depilowała swoją małą, wczoraj podczas kąpieli. Myślała, że nie widzę. Ja wszystko widzę, uwielbiam cieszyć oczy każdym skrawkiem ciała, choćbym miał to robić przez dziurkę od klucza. Dobra majtki precz. Powiał wiatr, szarpnął spódniczką, błysnął goły tyłek. Ta cholerna ścieżka robi się ...
... jeszcze bardziej stroma. A ona prawie skacze po tych skałach. Tak, nareszcie, musiała się pochylić i wypiąć na mnie. Piękna goła cipka. Poezja na łonie przyrody. Tylko ten pot na moich oczach. A może to nie pot? Może to ona tak błyszczy, mami wilgocią? Nie, to niemożliwe! Wystaje z niej cienki sznureczek od kuleczek, niczym przewód od wewnętrznych baterii, dających jej tę moc. Ja zdycham, a ją podniecenie pcha naprzód, ja jestem mokry od potu, a jej mała jest mokra z podniecenia. Jakże chciałbym ją teraz dopaść na jakimś większym kamieniu, zanurzyć się w tej wilgoci. Do tego trzeba ją dogonić. Czuję jak mój przyjaciel budzi się leniwie, wyznaczając kierunek niczym igła kompasu. Pożądanie ma jednak moc. Kolejny zakręt, kolejna skała. Wiatr podwiewa ją coraz bardziej bezwstydnie. Hula pieszcząc jej skarb. Musi to czuć, musi ją to kręcić. Powoli zbliżamy się do szczytu. Jeszcze kilka kroków, by pokonać to podejście, i jest, dotarła, ja człapię niezdarnie gapiąc się lubieżnie. Ona zatrzymała się, widzę jak zaciska uda, co jest? Stało się jej coś? Zaczyna drżeć, jęczeć, ona dochodzi na moich oczach. Euforia ze zdobycia szczytu wraz z tymi małymi kulkami, powodują u niej orgazm totalny. Wyje z rozkoszy, jakby chciała zagłuszyć wiatr. Ja tego tak nie zostawię. Zdobywając się na nieludzki dla mnie wysiłek dopadam do niej. Bezceremonialnie wyciągam z niej kulki, wpychając kutasa, by po kilku pchnięciach zalać spermą i równie nagle opuścić. Nagle czuję jak ktoś leje mnie po pysku. Otwieram ...