-
Siedem
Data: 23.08.2023, Autor: asiaA
... przez tę lubieżność, która wylewa się spod falbanek, praworządni obywatele, niewinni chłopcy, wierni mężowie i porządni ojcowie tracą głowy, a z nimi całe, hodowane przez lata zapasy moralności." Wiele zdążyłam się nauczyć w życiu, wiele złego oswoić, ale ludzka zdolność do żonglowania osądami i to przekonanie o ich słuszności, które niemal kipiało z wszechwiedzący głów przepełnionych opiniami, wciąż przyprawiały mnie o skurcz żołądka. Ściany w tamtym pokoju były pomarańczowe. Ich kolor przypominał ulubiony, mocno gazowany napój z dzieciństwa, o który latem trzeba było się wręcz bić. To tło zupełnie nie pasowało do przedstawienia, jakie miało się tam odegrać. No właśnie, przedstawienie… Potraktowałam owe zajście, jak aktorka grająca dla jednoosobowej publiczności, której wymagania doskonale mogłam poznać dzięki długim, przemyślanym rozmowom, wystukanym na klawiaturze komputera. Zresztą, te pragnienia były wyjątkowo łatwe do odgadnięcia. Ot: Uwielbiaj mnie, podziwiaj, ubóstwiaj i przytakuj energicznie swoją śliczną główką, kiedy mówię, jak bardzo świat jest dla mnie - chodzącego ideału - paskudny i niesprawiedliwy. A później płaszcz się, proszę, przede mną i miaucz o uwagę jak kotka w rui. Poczekaj te kilka dni, aż uznam, że ewentualnie jesteś godna i gotowa - w takiej właśnie kolejności, na to, aż bez przyznawania się, że przeplatam nogami z niecierpliwości, popuszczę ryzy swojej niby niedostępności i pozwolę ci podejść krok bliżej. Najlepiej bardzo souté. Pamiętam, ...
... że jego przystojna twarz w kulminacyjnym momencie przyprawiła mnie o uśmiech politowania. Wąskie usta ściągnięte w kreseczkę, niemal czarne oczy rzucające pełne niedowierzania spojrzenia, to wszystko na tle tandetnej, jaskrawej narzuty, wyglądało groteskowo. Bo jak to? Rozmowa - ok, mniej lub bardziej odważny flirt - czemu nie, kolacja - no problem, ale to dziewczątko, które miało tylko nieznacznie podpompować sflaczałe ego, stoi przed nim, panem wszystko, w kałuży czerwonej sukienki i do kurwy nędzy, jest piękne, dostępne i chętne, ale w domu, w bezpiecznej odległości pięćdziesięciu kilometrów od tego skromnego moteliku, czeka żona. Jak to możliwe? Jak to się w ogóle stało? Kto do tego dopuścił? Znałam bajki dla dużych dziewcząt, historie, które pozwalają tymże dziewczętom kochać, przeklinać, albo poznawać tych złych, ale pociągających, władczych panów, którzy poją swoją złudną odwagą i drogim winem zawsze niewinne, kruchutkie, gładziutkie i mięciutkie kochanki. Wiedziałam też, gdzie można sobie te bajki wsadzić. Bał się. Bał się jak oni wszyscy, ale wiedział również, że poczucie winy opadnie razem z bielizną, wyjątkowo seksowną i kuszącą. Że strach wystarczy ścisnąć w garści razem z kusymi majtkami, zerwanymi z krągłych pośladków. Wystarczy pozwolić tej małej, słodkiej kusicielce oswobodzić swoje cudowne (przecież tak mówiła) ciało z koszuli, spodni i myśli o jutrze. O jutrze, które dla mnie, "tej małej", miało być dopiero początkiem zabawy. Nie czułam bólu. Co ...