-
Korpo – OneShot
Data: 03.11.2023, Autor: TeodorMaj
Był mroźny, grudniowy poranek; do Świąt pozostały cztery dni. Klaudia, kobieta sukcesu, a tym samym niewolnik korporacji zbliżała się do trzydziestki. Czuła irracjonalny strach przed przekroczeniem tej granicy wieku, na pozór nic się nie zmieni, a jednocześnie już nic nie będzie takie samo. Jej mąż, a właściwie były mąż, zostawił ją ponad rok temu dla starszej, zamożniejszej kobiety. W dniu, w którym oświadczył jej, że odchodzi, też był mróz, w radiu pojawiały się co jakiś czas piosenki świąteczne. Wszedł do mieszkania, jak zawsze odstawił teczkę na niewielką, sosnową komodę. Ona przygotowywała kolację; jak zawsze. Wszystko wydawało się poukładane, ugrzecznione. Namiętność między nimi wygasła już dawno, a może nigdy jej tak naprawdę nie było? Sama już nie była tego pewna. Nie myślała o tym, nie brakowało jej tego. Jej życie wypełniała praca. Gdy Adam wszedł do kuchni, rzucił zdawkowe „cześć”, po czym zamknął się w sypialni. Kobieta była zaskoczona jego zachowaniem, lecz nie oderwała się od krojenia czerwonej papryki. Po kwadransie mężczyzna pojawił się w kuchni z torbą sportową i walizką na kółkach. Spojrzał na żonę, jakby była kimś obcym. – Wychodzę – oznajmił pozbawionym emocji głosem. – Widzę. Gdzie ty się z tymi bagażami wybierasz? – zapytała, nie mogąc ukryć zaskoczenia. – Odchodzę. Po prostu. Papiery rozwodowe podrzucę ci w tygodniu. Nie zdążyła już nic powiedzieć, jej poukładany dotąd świat runął w gruzach. Adam wyszedł. Widziała go później jeszcze ...
... kilka razy, ale nie zamienili ze sobą ani jednego niepotrzebnego słowa, ani krztyny zbędnych uprzejmości, uczuć. Jedynie suche formalności. Ostatni raz, gdy go widziała, w dniu rozprawy rozwodowej, patrzyła na niego jak na obcego, nic nieznaczącego człowieka, który zabrał jej kilka lat życia. Czuła do niego żal, nie dała mu tego po sobie poznać, ale w środku aż gotowała się ze złości. Zachowała się, jak niegdyś jej matka, którą zostawił ojciec. Z mieszkania zniknęły wszystkie jego rzeczy, wszystkie wyrzuciła, miała ochotę je spalić, lecz pozostała przy włożeniu ich do kontenera. Jej życie w całości przejęła praca, w korporacji spędzała większość doby, a w domu była niemal gościem. Jej życie prywatne, praktycznie nie istniało. Życie erotyczne przestało istnieć już dawno. Jakby ktoś wyłączył w niej uczucia, pożądanie... Był mroźny, grudniowy poranek; do Świąt pozostały cztery dni. Do jej trzydziestych urodzin pozostały cztery dni. Usiadła na szerokim, welurowym fotelu, cieszyła się dotykiem miękkiego materiału, pragnęła... No właśnie? Czego pragnęła? Spoglądając przez okno, poczuła przypływ zapomnianych już emocji, dreszcz przeszedł jej ciało. Dochodziła siódma trzydzieści, biura korporacji dzisiaj są nieczynne; opustoszałe. Ona jednak postanawia nie siedzieć w domu, pakuje laptopa, ubiera się jak zawsze elegancko. Czarna, klasyczna spódnica za kolana, biała bluzka z niewielkim żabotem, dopasowany żakiet i eleganckie szpilki. Kwadrans przed dziewiątą przekroczyła próg drzwi ...