-
Samotnik
Data: 21.01.2024, Autor: batavia
... zadowolona. – Myślałam, że się nie doczekam – mruczy w poduszkę. Zaciska uda. Robi się ciaśniejsza. Obejmuję dłońmi pośladki, miękkie, jędrne. Nasmarowana skóra jest delikatna. Nieśpiesznie się zagłębiam. Westchnęła. Znajduję właściwy rytm i smakuję rozkosz, którą mi ofiarowuje. Zaczyna cichutko pojękiwać. – Szybciej – dobiega mnie głos. Z każdym kolejnym pchnięciem jęk rośnie w siłę. Nieznacznie unosi biodra. Widzę ramiona zaciskające się na poduszce. Teraz już krzyczy. Zamieram w bezruchu i czuję, że szczytuje, gwałtownie dygocząc. Daję jej siebie, dochodzę i opadam zmęczony obok. Obejmuję ramieniem i przysuwam się bliżej. Głowę układa na mojej piersi. Rozgrzane ciało pachnie nieziemsko. Przygarniam ją mocniej. – Robert, ja się boję – niepewny, urywany głos, ledwo ją słyszę. Nie rozumiem, dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że mówi o rejsie. Jak mam ją przekonać? Nie znajduję właściwych słów. Tyle razy dyskutowaliśmy. Już dawno temu wyraziła zgodę. Nie wie o moich wątpliwościach, o lęku, że ją utracę. Szukam w głowie sensownych argumentów. – Jesteś dla mnie najważniejsza, ale każdy żeglarz musi się w życiu poddać próbie. Dla mnie tą próbą jest ten rejs. Sto dni samotności i wiary… – milknę i dodaję – że ty będziesz na mnie czekać. Dopiero teraz w pełni dociera do mnie znaczenie własnych słów: sto dni samotności. Przecież ten zapach, dzisiejsza noc, musi mi wystarczyć na całą wyprawę! Czy ja nie jestem idiotą?! – kolejny raz zadaję sobie ...
... pytanie. – Będę. – W głosie brzmi niezachwiana pewność. – Co sobotę o dwudziestej będę czekać na wiadomości od ciebie. Podnosi się i siada mi na brzuchu. Duże, łagodne oczy błyszczą w świetle księżyca. Muska palcami moje krocze. Pobudza. – Daj słowo, że cię usłyszę co sobotę. – Przełyka nerwowo ślinę. Wargi drżą i nie potrafi tego ukryć, w oczach nabrzmiewają łzy. – Bo inaczej cię nie puszczę. Mówiąc to, zaciska uda na moich biodrach. Nawet nie wie, ile ten gest dla mnie znaczy. Przyciągam ją do siebie. Obejmuję. Całuję pospiesznie, zachłannie włosy, usta. Po raz kolejny uzmysławiam sobie, jak głupim było pytanie: czy będzie czekać? Jednak jestem idiotą i to do potęgi. – Masz moje słowo. – Próbuję odgarnąć uparcie opadający kosmyk włosów Kasi i dodaję z mocą: – W soboty będziemy rozmawiać. Nieznacznie się unosi i nadziewa od razu do końca. Głęboki oddech urywa się w połowie. Zastyga z otwartymi ustami. Zaczyna się poruszać. Niespiesznie. Zamyka oczy i odchyla się do tyłu. Dotykam piersi. Sutki są, twarde, nabrzmiałe. Przyspiesza. Rytmiczne uderzenia pośladków o moje biodra wypełniają ciszę. Zatraca się we własnych odczuciach. Gdy przychodzi ten moment, wciąż bez słowa zamiera. Zachłannie łapie powietrze i przytula się. Przesuwam palcem po brzegu ucha i odgarniam włosy. Oddycha głęboko i układa się przy mnie. Zaciska palce na moim ramieniu i zasypia. Delikatnie muskam ustami czoło, a ona niezrozumiale coś mruczy i usiłuje wtulić się mocniej. Nad ranem, gotowy do ...