-
Samotnik
Data: 21.01.2024, Autor: batavia
... wyjścia, staję przy łóżku. Przekręca się na bok. W tym ruchu obnaża biust. Mam wrażenie, że zaraz otworzy oczy i wyciągnie do mnie ramiona. Jej twarz tchnie spokojem w oprawie kapryśnych rudych włosów. Wygląda, jakby o czymś przyjemnym śniła. Odsłonięte piersi unoszą się w miarowym, spokojnym rytmie. Coś ściska mnie w gardle i nie mogę znaleźć słów, by nazwać to uczucie. Wilgotnieją mi oczy. Do zobaczenia, najdroższa – szepczę. Składam delikatny pocałunek na włosach i jak złodziej wymykam się z domu. Nie chcę pożegnania i łez. Chcę zapamiętać tę noc. Wiem, że zrozumie. * * * Cichy, tajemniczy szmer rozstępującej się wody. Mokre płachty żagli wypełnia podmuch wiatru. Zaledwie wyczuwam jego tchnienie, poświst w olinowaniu. Nadal mam zamknięte oczy. Jeszcze nie do końca jestem pewien, czy to sen czy jawa. Słyszę, że ktoś śpiewa kolędę. Przecież jestem sam na pustym oceanie! Oszalałem czy śnię? – idiotyczne złudzenie, a może… – Dostałem udaru? Otwieram oczy i zrywam się na równe nogi, rozglądam się wokół. Nikogo, pusty horyzont. Piękny, kobiecy alt nadal wypełnia ciszę, a ja stoję osłupiały. Zaczynam się bać, strach jak wrzód rośnie w umyśle. Próbuję… Zwariowałem? – jeszcze nie chcę się poddać brutalnej diagnozie. – Przecież… Radio!!! – w końcu dociera do mnie oczywista prawda. Zbiegam do kabiny i przy okazji uderzam się w kolano. Łamago, zabij się – rzucam głośno w pustkę, siadając za stołem. Rzut oka na chronometr. Jest trzecia w nocy. Kolęda nie milknie, a ja odczuwam ...
... ulgę. Nie oszalałem. Więc dzisiaj zaczęły się święta? – uzmysławiam sobie ze zdziwieniem. W pamięci pojawia się widok białej, ośnieżonej połaci pól. Dom, choinka, prezenty… pocałunki, żarty, opłatek. Coś ściska mnie za gardło. Dwa tygodnie ciszy. Rezygnacja i niechęć, które opanowały mój umysł, ulatują bez śladu. Wyobraźnia podsuwa obraz brązowych oczu pełnych łez i potarganych, miedzianych włosów. Czy nadal czeka? Czy… Zmieniam częstotliwość. W głośniku charczy i popiskuje. Wywołuję nadbrzeżną radiostację. Czekam zniecierpliwiony, nikt nie odpowiada. Po którejś z kolei próbie coś słyszę, dostrajam i już wyraźnie odbieram głos radiooperatora. Drżę cały, gdy podaję nazwę jachtu, pozycję i proszę o przekazanie informacji, że wszystko w porządku. Zamawiam rozmowę telefoniczną. O dwudziestej będę na nasłuchu. Głos mojego rozmówcy rwie się na kawałki, gubi słowa. Powtarza kilkukrotnie przekazaną wiadomość i ginie w narastającym szumie. Odczuwam zadowolenie i próbuję wyobrazić sobie jej radość. Przestrajam radio na stację nadającą kolędy. Nastawiam głośno i wychodzę na pokład. Ta wiadomość jest moim prezentem pod choinkę – przez chwilę kołacze mi w głowie. Pod naporem podmuchów łajba nieznacznie kładzie się na burtę. Wiatr tężeje, gdy staję za sterem i sprawdzam kurs. Już nigdy samej cię nie zostawię – obiecuję szeptem i w tej sekundzie zdaję sobie w pełni sprawę, że rejs jest próbą dla nas obojga. Dwie fałdy wody z szumem i bulgotem opływają kadłub, spieniony kilwater niknie w ...