-
Po śnie
Data: 22.02.2024, Kategorie: żołnierz, namiętność, niezgoda, walka, Autor: KALIOPE
... wiatr. Szłam nie śpiesząc się, gdy w oddali dostrzegłam czyjąś sylwetkę. Był to mężczyzna, wysoki i szeroki w barach. Nie byle kto. Zdecydowanym krokiem szedł naprzeciw mnie. Zerwał się silniejszy wiatr a ja zadrżałam od zimna. Puls mi przyśpieszył, bo nie wiedziałam, kim jest, ani co tutaj robi. Rozejrzałam się dookoła, jednak nawet gdybym krzyczała pewnie nikt by mnie nie usłyszał. Z przejęcia zrobiłam krok w tył a później następny i następny. Gdy mężczyzna był kilkadziesiąt metrów przede mną, odwróciłam się prędko i pognałam ile sił w nogach. Pościg trwał zaledwie kilkanaście sekund, ale dla mnie była to wieczność. Krzyczał coś do mnie jednak nie potrafiłam skupić na tym uwagi. Koncentrowałam się na ucieczce a jego bieg i te silne tupanie o ziemię, tuż za mną, mroziły mi krew w żyłach. W końcu poczułam jego silne palce zaciskające się na moim ramieniu. Szarpnęłam się chcąc się wyswobodzić, jednak złapał mnie drugą ręką i zatrzymał. Obróciłam się i spotkałam spojrzenie tak zimne i nie przychylne, że mało nie upadłam z wrażenia. Otwierałam to zamykałam usta a on z zagryzionymi zębami dosłownie miażdżył mnie swoim wzrokiem. - K... kim pan jest? – Wyjąkałam prawie bezgłośnie. - Pytanie, czemu zachowuje się pani tak głupio? – Warknął. – Jestem kapitanem. Nazywam się Fields... - Kirk Fields? – Wybałuszyłam oczy i nagle poczułam się bezpiecznie. Jednak nie był to żaden zabójca ani szpieg. Matko, co ja sobie myślałam. Niby jak ktoś taki mógłby dostać się do tak ...
... pilnie strzeżonej bazy wojskowej. Nawet my miałyśmy małe problemy przy wjeździe na ten teren. Pamiętam, że to właśnie niejaki Kirk Fields nas przytrzymywał i kazał bardzo dokładnie przeszukać bagaże. W całej bazie huczało od plotek na temat jego surowości i bezwzględności. Diabeł był tu lepiej postrzegany niż ten cały Kirk. Wiele mówiło się o jego spojrzeniu, które zatrzymuje niejeden puls a ja stałam z nim oko w oko. Nagle uczucie ulgi ponownie zastąpił strach. Może coś źle zrobiłam. - Widzę, że już mnie pani zna, Weroniko. – Moje imię w jego ustach, brzmiało jak obelga. Aż się skrzywiłam. Czułam się jak dziecko przyłapane na kradzieży. - Czy zrobiłam coś nie tak? – zapytałam śmielej. Nie mogłam dać mu satysfakcji i dowodu jak bardzo mnie przeraża. - Nie. Ale nie lubię, jeśli ktoś pomimo mojego wołania, ucieka jak tchórz. – Zadrwił i bezwzględnie popchnął mnie, jednocześnie wypuszczając z brutalnego uścisku. Jednak bardziej ugodziły mnie jego słowa niż czyny. Za kogo się on uważa? Tego było jednak za dużo. Nie jestem jednym z żołnierzy i niech tego nie zapomina. - Nic dziwnego, że przed panem uciekałam, kapitanie. Wygląda pan okropnie. Po za tym, co pana skłoniło, aby w takich okolicznościach mnie poznawać? – Zarzuciłam mu bezczelnie. – Miał pan na to czas, od kiedy przyjechałam. Teraz mam wolne i nie życzę sobie, aby mnie w tak okrutny sposób nachodzono. A to, że jest pan kapitanem nie daje panu prawo do kontrolowania mnie czy szpiegowania. Jestem geodetą a nie ...