-
Po śnie
Data: 22.02.2024, Kategorie: żołnierz, namiętność, niezgoda, walka, Autor: KALIOPE
... różnili się od „starych” i już nieco zaprzyjaźnionych z nami wojskowych. Byli napastliwi. Natalia nie miała z nimi problemów, bo była pod opieką Svena, mnie jednak los oszczędził obrońcy. Stałam właśnie przy stoliku ze szkicami, gdy kilka młokosów podeszło do mnie i mnie okrążyło. - Jest pani Weroniką, prawda? – zapytał jeden z nich. Nie zawracając sobie głowy rozmową z nimi, szybko przytaknęłam. Miałam pewną niezgodność szkiców ze zdjęciami terenu i nie mogłam pozwolić, aby ktoś mi przeszkadzał. - Mówi się, że ma pani u Fieldsa na pieńku. – Zaśmiał się, a ja od razu stałam się bardziej czujna, choć nadal spoglądałam na zdjęcia. – Tak się składa, że też go nie lubimy, prawda chłopaki? – Po chwili usłyszałam głośny śmiech reszty kompanów i ich głośne przytakiwania. - Proszę mi uwierzyć, ale mało mnie obchodzą relacje panów z kapitanem. – Odparłam na chwilę odwracając wzrok na tego, co mówił. – Pracuję. - Może moglibyśmy pomóc? – Wścibski blondyn sięgnął po jeden ze szkiców. – Chciałbym się dowiedzieć, co to za szkice? - Proszę się lepiej dowiedzieć, że czy nie powinien być pan gdzie indziej. – Odparłam z fałszywym uśmiechem. - Buntowniczka! Lubię takie. – Wykrzyknął z zachwytem ten, co mówił najwięcej, a po chwili uderzył mnie w pośladek. Muszę dodać, że bardzo nie lubię takiego zachowania. Szkice i zdjęcia w jednym momencie przestały mnie interesować. Szybko zareagowałam, gdyż nie lubię trzymać ludzi w niepewności, a tym już w tej chwili musiałam ...
... pokazać, co myślę o takim zachowaniu. Odwróciłam się i wyprowadziłam piękny cios prosto w klatkę piersiową młodzieńca. Efekt? Lot trzy metry dalej i potężny ból w żebrach. Po cichu miałam nadzieję, że nic mu nie złamałam. Chichoty ucichły a wszyscy zebrani z niedowierzaniem wpatrywali się jak młodzieniec się unosi i na chwiejnych nogach startuje do ataku. - Chłopcze odpuść sobie. – Ostrzegłam, bo wiedziałam, że może się to dla niego skończyć bardzo źle. - Ty suko, zapłacisz mi za to! – Wysyczał i rzucił się na mnie. Po szybkich kalkulacjach stwierdziłam, że subtelny kopniak w te same, na jego nieszczęście, miejsce powinno nie tylko odepchnąć lecącą masę, ale i ponownie powalić na ziemię. - Cóż kolego, nie zostawiasz mi wyboru. – Odsunęłam się i z półobrotu wyprowadziłam następny cios. Wszyscy usłyszeliśmy trzask łamanych żeber a już po chwili głośny krzyk chłopaka. Podeszłam do niego z wycelowanym palcem. - Mówiłam ci, ale się nie posłuchałeś. Lepiej dla ciebie, jeśli nie będę mieć z tego powodu kłopotów. – Odwróciłam się do reszty grupy. – Mam nadzieję, że przeszła wam chęć na flirt ze mną. Jestem tutaj pracownikiem i nie lubię jak ktoś narusza moją przestrzeń prywatną. Rozumiemy się? Zobaczyłam jak wszyscy, niczym jeden brat kiwnęli głowami i nadal z otwartymi ustami wpatrywali się to na mnie to na chłopaka poniżej. - Wyglądacie jak ryby. – Spojrzałam na moją ofiarę. – Zabierzcie go stąd. – Wykonałam dziwny ruch ręką i powróciłam do swojego poprzedniego ...