1. Po śnie


    Data: 22.02.2024, Kategorie: żołnierz, namiętność, niezgoda, walka, Autor: KALIOPE

    ... wojskowym.
    
    Zobaczyłam niedowierzanie i zdumienie w jego oczach a po chwili wściekłość. Jego przystojna twarz poczerwieniała a oczy ciskały pioruny. Zdałam sobie sprawę, że wystawiłam go na za duży szok. Przełknęłam ślinę i z niepewną już miną patrzyłam na niego spode łba. Moja odwaga, gdzieś się ulotniła jak za dotknięciem magicznej różdżki.
    
    - Nie jestem modelem, a pani jest ostatnią osobą, której zdanie mnie obchodzi. – Wysyczał. - Nie jest pani na wakacjach. Dobrze pani powiedziała, że nie jest wojskowym a tylko taki może poruszać się po całym terenie koszar. – Wskazał ręką pola. - Pani to nie dotyczy jednak, jeśli się pani nie podoba to droga wolna. – Warknął z niechęcią patrząc na moją sylwetkę. Poczułam się jak intruz, ktoś zupełnie niechciany. – Nie przyszedłem tutaj kogokolwiek poznawać, tylko przyprowadzić panią do porządku.
    
    Zrobiło mi się zupełnie głupio jednak trochę racji miałam.
    
    - Nikt mi o tym nie powiedział a pana napaść...
    
    - Jaka napaść? Proszę mi wierzyć, mam lepsze rzeczy do roboty niż pilnowanie głupiutkich dzierlatek, myślących o niebieskich migdałach. Nie pomogą pani nawet te śliczne oczęta. – Znów zadrwił ze mnie. Po tych obelgach poczerwieniałam.
    
    - To proszę iść do swoich pilnych spraw. Głupiutkie dzierlatki zrozumiały przekaz.
    
    - Mam nadzieję, jednak będę miał cię na oku – odpowiedział złowieszczo.
    
    Odwróciłam się i najprędzej jak potrafiłam wróciłam do pokoju. Po przekroczeniu progu rzuciłam się na łóżko i gorzko zapłakałam. Co ...
    ... za sukinsyn, jak on tak mógł. Całe życie ciężko pracowałam i pracuję, dbając o najmniejsze szczegóły a ten niby macho tak bezczelnie to wszystko skreślił. Serce mi się krajało od tego głupiego określenia, jakim mnie nazwał. Nie ważne czy miał racje czy nie, ale nie musiał być taki okrutny. Plotki były tym razem prawdziwe a ja nie zamierzałam więcej wchodzić mu w paradę. Nagle cała ta przygoda z wojskiem przestała mnie bawić. Pracowałam jak wół a do tego po pracy byłam traktowana jak bez-mózg. By tego było mało, moje bezmyślne serce przyśpieszało na każdą uwagę o Kirku Fieldsie.
    
    Od tamtej pory każdego dnia wyczuwałam za plecami jego gardzący wzrok. Tak jak mówi tak i robił. Obserwował mnie i przytłaczał. Kiedy tylko pojawiał się na horyzoncie, ręce odmawiały mi posłuszeństwa a instrument się rozpoziomowywał. Raz zaskoczył mnie stając tuż za mną i pesząc na tyle, że wszystkie kartki wyleciały mi z rąk. Nie muszę dodawać, że z niechęcią i pogardą podał mi część z nich.
    
    - W dzisiejszych czasach, wojsko oszczędza nawet na geodetach – powiedział i odszedł, pozostawiając mnie wściekłą niczym osa. Matko jak bardzo go nienawidziłam. Ten mężczyzna doprowadzał mnie na skraj wytrzymałości psychicznej. Jestem jedną z najlepszych geodetów w kraju!
    
    W końcu coraz rzadziej go widywałam, aż w końcu gdzieś znikł. Byłam tak pochłonięta pracą, że nie zauważałam już swoich stałych adoratorów. Pewnego poniedziałku do bazy przyjechali nowi sierżanci. Byli młodzi i niespokojni duchem. Jednak ...
«1234...10»