1. Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…


    Data: 23.03.2024, Kategorie: Romantyczne służąca, mezalians, Zdrada Lesbijki Autor: Agnessa Novvak

    ... również propozycje prywatek czy wręcz wspólnych wyjazdów weekendowych, jednak i jednych i drugich z założenia unikałam jak ognia, obawiając się ewentualnych konsekwencji. A im lepiej wiodło mi się zawodowo – gdyż szybko ze zwykłego gońca awansowałam na „panienkę z okienka”, a niedługo później doglądałam pracy zespołu koleżanek – tym więcej owych zaproszeń dostawałam. I to od coraz wyżej postawionych osobistości.
    
    Zdawałam sobie doskonale sprawę, że taka sytuacja była mocno dwuznaczna i mogła wzbudzać niemałe kontrowersje, jednak naprawdę mi schlebiało, że gdzieś w okolicy jesieni sam kierownik placówki – może i parę lat starszy, lecz wciąż atrakcyjny kawaler, imieniem Zdzicho – zaczął okazywać mi względy. Bardzo skutecznie zresztą. Na tyle, że jeszcze przed końcem roku wręczył mi pierścionek… nie, jeszcze nie zaręczynowy, jednak chciał, bym traktowała go jako świadectwo tego, co do mnie czuje. Och, jaka ja byłam szczęśliwa! Sprawy domowe układały się wręcz idealnie, w pracy z wiadomych powodów stałam się w zasadzie nietykalna (choć starałam się w żaden sposób nie wykorzystywać osobistej relacji z przełożonym), a mój wybranek co rusz doceniał mnie, komplementował, zabierał na różne kolacyjki czy nawet bardziej wystawne rauty…
    
    Aż w końcu na jednej z nich – czy raczej niedługo po, w anturażu surowego piękna budzącej się do życia tatrzańskiej wiosny roku tysiąc dziewięćset dwudziestego dziewiątego – ofiarowałam mu to, co miałam najcenniejsze. Gdy bowiem mój rycerz wjechał ...
    ... do hotelowej sypialni na nieustraszonym rumaku, ja poddałam się anielskim fanfarom rozkoszy, płynącym wprost z niebios… Nie! Co za brednie! Oboje byliśmy nabuzowani zdecydowanym nadmiarem napojów wyskokowych, tańców oraz sprośnych dowcipów, pokój zaś powitał nas przytulnym ciepłem trzaskającego paleniska oraz zbitym z solidnych dech, wyglądającym niezwykle kusząco łożem. No więc ja pocałowałam Zdzicha w usta, on mnie nieco niżej, potem ja zaczęłam się rozbierać, on poszedł w moje ślady, aż w końcu zległam naga na świeżo wykrochmalonej pościeli i rozłożyłam szeroko nogi. I… już.
    
    Ot, stało się. Trochę pobolało, na prześcieradle pojawiło się parę plam podejrzanej proweniencji i tyle. Nie mniej, nie więcej.
    
    Tak naprawdę dopiero następnego ranka zaczęło do mnie docierać, co właściwie zrobiłam. Przecież – nie owijając w zupełnie zbędną i równie spóźnioną bawełnę – straciłam cnotę! Pozwoliłam się rozdziewiczyć w zasadzie obcemu mężczyźnie, na dodatek będącemu ze mną w zależności służbowej i z którym nie byłam nawet oficjalnie po słowie! I nieważne, że za ledwie kilka miesięcy miałam obchodzić dwudzieste pierwsze urodziny, czyli byłam już w wieku, w którym kobieta zaczynała powoli wkraczać w wiek staropanieństwa! Że od lat robiłam sobie dobrze z podziwu godną regularnością, a ilość podglądanych, wycałowanych i nawet obmacanych w międzyczasie chłopców i dziewcząt mogłam zliczyć w dziesiątkach! Ja naprawdę nie byłam gotowa, by zrobić ten ostatni krok…
    
    Zaczęłam już rozważać ...
«1234...17»