-
Czekoladowa Wenus [rework]
Data: 22.04.2024, Kategorie: czarna, delikatnie, uczucie, praca, sexual fiction, Autor: darjim
Firmowa impreza trwała w najlepsze. Wszyscy byli popici i robiło się coraz przyjemniej. Poszedłem na nią, chociaż właściwie nie miałem ochoty. Późno wróciłem z warszawskiej centrali. Byłem zmęczony. Poszedłem, ale zamierzałem się tylko pokazać i szybko wycofać się na zajmowane wcześniej pozycję, czyli: do wyrka. I rzeczywiście zrzucając wszystko na karb zmęczenia wymawiałem się od kolejnych kolejek. Udało mi się, krakowskim targiem ustalić, że siedzę ze wszystkimi do dwudziestej drugiej, a potem się zawijam. Stałem już przy samochodzie, gdy ktoś zawołał mnie po imieniu. Patrycja Mbwele, bo to była ona, schodziła właśnie po schodach. - Jedziesz już do domu? - spytała. - Tak. - Podrzucisz mnie? - Jasne, siadaj. Poczułem się wspaniale. Przez moje ciało przepłynęła fala gorąca. Biegła linią kręgosłupa w dół. Patrycja Mbwele była naszą firmową gwiazdką. Kiedy zaczęła pracę, prawie pięć miesięcy temu, stała się obiektem westchnień wszystkich bez wyjątku heteroseksualnych facetów, zarówno niewyżytych erotomanów a także tych już ustabilizowanych emocjonalnie. Marzyli o niej wszyscy. Pożądało i pragnęło, skrycie lub jawnie - wielu. Była kimś na miarę cudu nagle objawionego nam maluczkim i niegodnym tego ani trochę. Była kimś na miarę białego hipopotama, czy bardziej swojskiego: białego kruka. Była zjawiskowa. Była. Po prostu była i dzięki Ci za to, Panie Boże. Prześliczna dwudziestosiedmioletnia czekoladka pracująca w dziale zamówień. W jej żyłach ...
... płynęła połowa afrykańskiej krwi. Druga połowa była rdzennie polska. Rodzice studiowali razem medycynę. Pati przypinała się pasami. - Dzięki - uśmiechnęła się do mnie szeroko - musiałabym potem kombinować z dojazdem. (Czy wspominałem już, że Patrycja ma cudowny uśmiech? Jeśli nie - to wspominam o tym teraz.) - Nie ma sprawy - uśmiechnąłem się także. Ruszyłem powoli. Nie wiem, jak to możliwe, ale nieomal czułem na plecach palące zazdrosne spojrzenia kolegów stojących przed wejściem i palących papierosy. Haremu fajka wypadła nawet z ust, bo otworzył je szeroko, jak w kreskówce. W oczach dziewczyn zazdrości może nie było, ale malowało się w nich zdziwienie, oszołomienie i może coś tam jeszcze. - Będą mieli o czym gadać - mówiąc to spojrzała na mnie wesoło. - Tak i to przez najbliższe dni, jeżeli nie tygodnie. - Mam nadzieję, że nie sprawiłam ci problemu? - Nie, nie, spokojnie. I tak przecież jadę w tamtą stronę, więc jaki to może być problem? - w sumie to było pytanie retoryczne. - Jesteś bardzo miły – stwierdziła - taki trochę inny niż ci moi kretyni z działu. - Daj im się trochę ze sobą oswoić. Nieczęsto w jednym pokoju siedzi się z tak egzotyczną osobą, to znaczy: z osobą o tak egzotycznej urodzie - poprawiłem się zaraz, by nie zostać źle przez nią odczytany. - Takim dziwolągiem? - Na swój sposób: tak, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. - Kumam o co ci chodzi. Oparła głowę o boczną szybę. - Bardzo ładnie wygląda centrum nocą – ...