-
Pogrzebywacz (II). Martwy kruk
Data: 24.05.2024, Kategorie: groza, sekta, Autor: Man in black
... wiedzieć, czy zachował pokerową twarz, ale był zdany wyłącznie na wiarę w swoje umiejętności panowania nad mimiką. – Rozumiem. – Detektyw spojrzał na Wojtka, później na Roksanę, po czym przeniósł wzrok na Kuczyńską. Gospodarz mógłby przysiąc, że tych dwoje porozumiewa się bez słów. – Nie będziemy zabierać państwu więcej czasu. – Przepraszam, że pytam. – Przedsiębiorca spojrzał uważniej na swoich gości. – Wspomnieliście coś o organizacji, do której należała nasza – odkaszlnął – klientka. – Owszem – odpowiedziała mu blondynka. – To hermetyczna grupa bardzo nieprzyjemnych ludzi. Wojtek czuł falę gorąca rozlewającą się na piersiach. Chłodne palce na żołądku zacisnęły się jeszcze mocniej. Uśmiechnął się do kobiety, modląc się w duchu, żeby ten uśmiech nie wypadł żałośnie. – Gdyby okazało się, że coś sobie państwo przypomnicie, ewentualnie gdyby pojawiły się nowe... powiedzmy... jakieś nieprzewidziane okoliczności – detektyw sięgnęła do kieszeni kurtki i wyjęła wizytówkę – proszę do mnie zadzwonić. – Podała gospodarzowi biały kartonik. Przedsiębiorca pogrzebowy zerknął na trzymany w rękach papier. Było tam imię i nazwisko kobiety wraz z numerem telefonu. Nic więcej. Wsunął wizytówkę do tylnej kieszeni spodni. – Czy jest jakiś powód, dla którego mieliby się nami interesować? – Lęk w głosie Roksany tym razem był całkowicie uzasadniony. – Pewnie nie będą – włączył się Ligoń. – Jednak, jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony. Zmierzch przyszedł ...
... niepostrzeżenie. Wojtek przeoczył ten subtelny moment, kiedy szarość niepostrzeżenie gęstnieje, czyniąc świat jeszcze bardziej tajemniczym i złowrogim. Roksana stała przy oknie i przez uchyloną firankę wpatrywała się w ciemność za oknem. Tuje przybrały ciemny, złowieszczy wygląd. Wizyta detektywów wzmogła niepokój Wojtka i jego pracownicy. Przedsiębiorca przez cały dzień tłumił pretensje do dziewczyny o jej zachowanie. Wieczorem przeszło mu całkowicie. Sam nie był w najlepszej formie. Rozpalona wyobraźnia podsuwała przeróżne wizje. – Zastanawiam się nad tym, co powiedzieli detektywi – przerwał ponurą ciszę. – Masz na myśli coś konkretnego? – Roksana odeszła od okna. – Na przykład, czy chcieli się od nas czegoś dowiedzieć, czy może ostrzec nas przed czymś? – Może i jedno, i drugie? – Być może. – Mężczyzna podniósł się i podszedł do barku. – W każdym razie myślę, że powinnaś się stąd wynieść i to jak najprędzej. – Wyrzucasz mnie? – Znieruchomiała zaskoczona jego słowami. – Oczywiście, że nie. – Nalał do kieliszków koniaku i wrócił na tapczan. – Jednak tutaj nie jesteś bezpieczna. Dziewczyna usiadła obok niego. Odebrała kieliszek i sączyli bursztynowy trunek w milczeniu. – Po prostu nie chcę, żeby coś ci się stało. Ostatnio wszystko się pokręciło. Trup ożył, detektywi sugerują nam, że jesteśmy w niebezpieczeństwie, czego potrzebujesz więcej? – Nagle poczuł się bezradny i zmęczony. – Ja po prostu chcę ci pomóc. – Już to zrobiłeś, nie rozumiesz tego? – Jej oczy ...