-
Korporacyjne intrygi (III)
Data: 11.04.2020, Kategorie: biuro, praca, żona, Zdrada Autor: armageddonis
... mnie pobieżnie - spojrzała w dół, na swój notes. - Uczestniczenie w wideokonferencjach, delegacje, przyjmowanie gości... - wyrecytowała po kolei. - I, z tego co widzę, to wszystko. - zakończyła po czym wbiła we mnie spojrzenie swych pięknych oczu. - Dokładnie tak, pani Marleno. - skwitowałem z uśmiechem, powracając do języka polskiego. - Jak rozumiem interesują panią również kwestie finansowe? Nie zgłosiła się pani przecież do mnie, by pracować za minimalną krajową - stwierdziłem. To była sprawdzona taktyka. Nigdy nie oferowałem kwoty jako pierwszy. Sprawdzałem kandydatów na podstawie tego, jak wysoko są w stanie mierzyć. Ktoś rzucający kwotą 1500 netto odpadał na starcie. Szukałem ambicji, nie liżydupstwa. - Ma pan rację - odparła rudowłosa. - Myślałam raczej nad pensją na poziomie... 3500 złotych... netto oczywiście. No proszę. Nie bawiła się w zbędne ceregiele. Wspaniale. Usłyszałem krótkie pukanie do drzwi. To Krysia przyniosła herbatę. Postawiła jedną filiżankę przed Marleną a następnie, obchodząc biurko, postawiła kolejną na biurku po mojej stronie. Odwracając się w kierunku wyjścia nie omieszkała otrzeć się swym tyłeczkiem o mój łokieć, co spowodowało łatwą do przewidzenia reakcję w spodniach. Odchrząknąłem cicho i powoli opadłem na oparcie fotela. Gdy Krystyna wyszła z pomieszczenia utkwiłem spojrzenie w oczach Marleny i rzekłem: - Zgoda - zacząłem. - 3500 złotych netto na rękę. Zna już pani swoje obowiązki. Zacznie pani od... pojutrza. Pasuje? - ...
... spytałem z uśmiechem. - Dlaczego nie jutro? - spytała zdziwiona. - W dniu jutrzejszym wyjaśnię pani jak wszystko wygląda. Rozumie pani, polityka firmy, hierarchia pracownicza i harmonogram na najbliższy miesiąc. Czy nie będzie pani miała nic przeciwko jeżeli spotkanie odbędzie się w mym domu? - spytałem przezornie. Nie chciałbym aby pomyślała, że mam wobec niej nieczyste zamiary. - Będzie trochę zabawy z papierami, a żadne z nas nie chciałoby targać ze sobą kilku teczek makulatury. - Usprawiedliwiłem gładko tę decyzję. - Oczywiście, panie Prezesie, to żaden problem - odpowiedziała z uśmiechem. - Rozumiem, że adres znajdę na wizytówce? - wyciągnęła z kieszeni kawałek grubego, ozdobnego papieru. - Jest pani niezwykle domyślna - odparłem z uśmiechem. - Czy godzina 12:00 pani pasuje? - Jak najbardziej - odpowiedziała wpatrując się we mnie z entuzjazmem. - Doskonale. - Wstałem z miejsca. Marlena uczyniła to samo. - Tak więc do jutra. - stwierdziłem, podając jej dłoń. - Do jutra, panie Prezesie. - Uścisnęła mą dłoń, po czym schowała notes do torebki i udała się w kierunku wyjścia. Pospieszyłem by otworzyć jej drzwi. Podziękowała skinieniem głowy i wyszła. Spojrzałem znacząco na Krysię. Wiedziała co oznacza to spojrzenie. Zamknąłem drzwi i usiadłem w fotelu. Rozpiąłem pasek i wyciągnąwszy go ze spodni, położyłem na biurku. Odetchnąłem głęboko. Usłyszałem jak drzwi powoli się otwierają. Stanęła w nich Krysia, w samych pończochach i bieliźnie. Zamknęła za sobą ...