1. W niewoli umysłu | Rozdział I


    Data: 27.07.2020, Autor: tPoH

    ... zamożnym człowiekiem bez rodziny. To laboratorium było właściwie całym moim życiem i jedynym, z czego byłem dumny.
    
    Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
    
    – Proszę – zawołałem.
    
    Do gabinetu weszła Elena. Tym razem ubrana nieco skromniej. W obcisłe, czarne legginsy i białą bluzkę z lekkim tylko dekoltem. Wyglądałaby jak zwyczajna skromna dziewczyna, gdyby przez cienki materiał nie przebijały się sterczące sutki. Tym razem wydawała się dużo pewniejsza siebie. Spojrzała mi w oczy i powiedziała:
    
    – Dobry wieczór, doktorze Percy. Cały ten czas zastanawiałam się, skąd ten nagły telefon? Czyżby jednak przemyślał pan moją propozycję? – Uśmiechnęła się, kładąc dłoń na piersiach.
    
    – Nic z tych rzeczy, Eleno. Spotkaliśmy się tutaj wyłącznie w celach zawodowych.
    
    – Szkoda. – Zrobiła smutną minę. – Gdyby coś się zmieniło, to proszę pamiętać, że oferta nadal jest aktualna. – Mrugnęła do mnie okiem.
    
    – Na pewno nie zapomnę. Widzę, że dzisiaj jesteś w dużo lepszej formie. Zastosowałaś się do moich rad? Znalazłaś sobie stałego partnera?
    
    – Nie do końca. – Pokręciła głową. – O tym drugim może pan w ogóle zapomnieć, ale uprawiam regularnie seks, żeby nad sobą panować. Fama o moich szkolnych ekscesach się rozniosła. Może nie jestem lubiana, ale, że tak powiem, rozchwytywana.
    
    – Wcale się nie dziwię. Wiele bym dał, żeby trafić na ciebie w czasach mojej młodości.
    
    Dziewczyna parsknęła śmiechem mimowolnie, lecz przez jej twarz przebiegł grymas złości.
    
    – Przepraszam. ...
    ... Ten żart był nie na miejscu – powiedziałem.
    
    – Nie o to chodzi. Po prostu ona powiedziała coś, co mi się nie spodobało.
    
    – To znaczy?
    
    Elena zmieszała się i zaczerwieniła.
    
    – Może lepiej zachowam to dla siebie. – Spojrzała na moje krocze.
    
    – Może faktycznie tak będzie lepiej. – Uśmiechnąłem się.
    
    Rozmowę przerwało kolejne pukanie do drzwi.
    
    – Zapraszam!
    
    Próg przekroczył Collins, słaniając się na nogach. Wyglądał jeszcze gorzej niż ostatnim razem. Twarz miał trupio-bladą, a górną część ubrań całą we krwi.
    
    – Co się stało? – Uniosłem koszulkę i zobaczyłem rany cięte na szerokości klatki piersiowej.
    
    – To... To on. – Każde słowo sprawiało mu wysiłek. – Stracił cierpliwość, gdy łyknąłem te tabletki nasenne. Obudziłem się w zakrwawionej pościeli.
    
    Elena patrzyła przerażona na postawnego mężczyznę w kałuży krwi.
    
    – Ona mówi, że twój koniec jest bliski – wydusiła z siebie w końcu.
    
    – Niech mi powie coś, czego nie wiem – warknął Collins.
    
    Wyjąłem z szuflady wodę utlenioną oraz bandaże. Wylałem całą zawartość butelki na klatkę rannego. Ten syknął głośno z bólu.
    
    – Nie pierdolisz się w tańcu, doktorku.
    
    Zignorowałem jego słowa, po czym dokładnie obandażowałem.
    
    – Dzięki.
    
    – Nie ma za co. Straciłeś mnóstwo krwi. Zaraz przyniosę ci jakąś czekoladę. Usiądź sobie gdzieś i odpoczywaj. Pracą zajmiemy się, gdy chociaż trochę dojdziesz do siebie.
    
    Gdy wróciłem z kuchni, Collins siedział na fotelu z przymkniętymi oczami, a Elena siedziała po turecku na ...