1. Czas grozy (I)


    Data: 26.08.2020, Kategorie: historia, wikingowie, łoże, propozycja, dama, Autor: historyczka

    ... się, że ma tylko 28 wiosen.
    
    I komu tu wierzyć???
    
    To samo z pochodzeniem Marthy. Tu już krążyły prawdziwe legendy. A to, że to nieślubna córka królowej, a to że służki, którą zbrzuchacił tajemniczy możny pan. Ta druga wersja wydawała się wielce prawdopodobna, ale nigdy nie udało jej się zweryfikować. Mocną hipotezą było też to, że Marthę spłodził jakiś dostojnik Kościoła...
    
    Dowódca podjazdu nie spuszczał wręcz wzroku z Marthy, a raczej jej biustu. Spodobała mu się od pierwszego wrażenia.
    
    "Ciekawe, kto ona zacz??? Piękna suknia i klejnoty ozdabiające jej twarzyczkę i dekolt, sugerują możne pochodzenie... Co za śliczne lico! I inteligentne! Ale nic to w porównaniu z jej donicami! Przednie! Ech! Wkraść się do jej sypialni!"
    
    Martha kusząco uśmiechała się do wojów, a zwłaszcza do ich dowódcy.
    
    Łopocząc rzęsami, komplementowała ich.
    
    - Panie rycerzu, przy waszej zbrojnej protekcji, tak potężnych mężów, czujemy się tak bezpieczne... My, bezbronne białogłowy, wiemy dobrze ile wam zawdzięczamy, wiemy co takiego by nas spotkało i naszą cześć niewieścią, gdybyśmy wpadły w łapy tych niecnych łotrów...
    
    Wiedziała, że jednocześnie połechtała ich próżność i przedstawiła wyobrażenie zacnych niewiast niewolonych przez Wikingów. Sama wyobraziła sobie, jak to legł na niej gruby Norman, uprzednio zadarłszy jej suknię...
    
    Wyposzczeni, po długiej żegludze, srodze dawaliby upust swym chuciom...
    
    Aż przymknęła oczy, fantazjując, że przed groźnym łupieżcą, musi szeroko ...
    ... rozłożyć nogi...
    
    Rycerze spojrzeli po sobie. Jeden szepnął na ucho do dowódcy.
    
    - Oj. Takie krasne niebogi chędożyliby psiajuchy aż do upadłego!
    
    Martha usłyszała ten półszept i uśmiechnęła się w duchu.
    
    "Wikingów tu, póki co, nie ma, ale ten dowódca straży, też niczego sobie... Pod takim też bym sobie pojęczała..."
    
    Niewiasta słynęła z pobożności i cnotliwej reputacji, o którą nad wyraz poważnie dbała. Jednak w jej głowie, nie raz, roiły się zupełnie niepobożne myśli...
    
    Bardzo rzadko pojawiały się jedynie opinie, że Martha jeździła kiedyś coś łatwić na dworze biskupim, z dobrym skutkiem zresztą, co nie takie proste pono było... Kilka dni i nocy podobno na tym zmitrężyła. Złe języki prawiły, że Jego Ekscelencja solidnie to wykorzystał...
    
    Konwój powoli sunął na południe, ku zamku położonemu tuż przy wybrzeżu.
    
    Rycerze z drużyny królewskiej, jak się okazało, wszyscy, jak i dowódca, pochodzenia byli obcego. Mówili między sobą w obcym języku, używając sprośnych słów, bo któż mógłby w Wessex ich zrozumieć. Dowódca to ich stary druh, jeszcze z wojen za Karola Wielkiego, niejedno z nim przeszli i on im na takie niecności zdecydowanie pozwalał. Ta kobieta, nie wiedzieć czemu i jak, zmieniła nastrój wojów. On sam nie rozumiał, ale wręcz nie mógł oderwać od niej oczu. Niby ładna, niby ładne lico, ale coś było w niej takiego, jakaś aura, zmysłowość, której nie potrafił ujarzmić. Jadąc na koniu, nagle zrozumiał, że jego męskość wzwiodła się tak mocno, że aż musiał się ...
«1234...15»