-
Czas grozy (I)
Data: 26.08.2020, Kategorie: historia, wikingowie, łoże, propozycja, dama, Autor: historyczka
... radą. "Pomyśl, codzienne nadstawianie zadka... codzienne goszczenie takich chwatów. Kogutów! Może to hańba... Ale jakże rozkoszna..." - Panie naczelniku... no ja rozumiem... względy bezpieczeństwa... to szlachetna i honorowa sprawa... Ale wszak ja jestem niewiastą słynną z cnotliwości... i jakże to tak, miałabym prowadzić się jak białogłowa lekkich obyczajów...? "Boże Wszechmogący, jakże to tak, miałabym dawać niczym jakaś nierządnica? Tylko dlaczego, samo to, że o tym myślę, tak niezwyczajnie mnie rajcuje..." Martha odnosiła wrażenie, że ten dialog, nie mniej niż ją, rajcuje również rozmówcę. Widziała wybrzuszenie w jego kroku. Widziała pot na jego twarzy. Jakby z trudem powstrzymywał się, żeby się na nią nie rzucić. Kamienna twarz komendanta nie zwiastowała chęci do negocjacji, ba, nie zwiastowała litości. Fakt przyparcia do muru powodował, że Martha nie mając wyboru, stawała się bardziej spolegliwa. - Dostrzegam panie naczelniku, żeś nielitościw dla bezbronnej białogłowy... Jestem samotna, zatem nie ma nikogo, kto wstawiłby się za mną, bronił mojej czci... Dlatego... Dowódcy brew nawet nie drgnęła. Speszona Martha, głosem zdradzającym olbrzymią konsternację kontynuowała. - Dlatego proponuję może takie rozwiązanie... Tu ściany mają uszy... wiem, że co rusz jestem podsłuchiwana... Nie chciałabym stracić swej reputacji w tak nierozsądny sposób... Może byłoby tak, że ja nie zamykałabym się, nie opierała waszym wojom, ale... przynajmniej ...
... udawałabym protestowanie... prosiłabym ich, błagała, żeby zaniechali nastawania na moją cześć niewieścią... a oni... i tak wtargnęliby do mojego łoża... Na razie tak tylko głośno myślę... nie wiem, czy bym się na to zgodziła. Panie... ile mam czasu na przemyślenie? Dowódca patrolu królewskiego zachował kamienną twarz i milczenie w czasie, w którym stopniowo Martha zmieniała zdanie na temat jego propozycji. Dobrze wiedział, jak ludzie reagują na zmiany i że zmiana zdania i akceptacja trudnego wyboru wymaga cierpliwości i czasu. Nie spodziewał się jednak, że Martha tak łatwo ulegnie. Myślał, że będzie musiał dłużej tłumaczyć kobietce nieuchronność jej losu. Podejrzewał, że musiałbym użyć innych argumentów, może bardziej siłowych. Ale, wystarczyło nieco stanowczości oraz parę celnych argumentów. Tak więc dobrze odgadł naturę Marthy. Gdy już poczuł, że osiągnął to, po co tu przyszedł, uśmiechnął się troszeczkę i tylko na chwilę. Cały czas będąc w tej komnacie czuł przeogromne podniecenie: „ach dopadłbym ją, przycisnął do ściany i mocno przeleciał tą miłą, uległą kobietkę, och ona taka miła, ona tego chce, czuję to, że chce, żebym ją zmusił, chce żebym ją przeleciał mocno, bez czułości, od tyłu, bez miłosierdzia, zalał jej dziuplę całą parę razy…” Westchnął tylko na samą myśl, poprawił swój miecz, który zawadzał o jego stojącą twardo męskość, i z wielkim żalem po chwili jej odpowiedział: - Pani Martho, ja rozumiem, wiem, że to dla pani może upokarzające, że to wręcz ...