-
Jesienna depresja
Data: 01.09.2020, Kategorie: delikatnie, Klasycznie, Autor: Douglas
Obudziłem się około godziny 11:00. Niedzielne popołudnie zaatakowało mnie brakiem planów. Wszystko z powodu wczorajszego wieczoru. Spotkanie w pubie "Amnezja" przebiegło całkiem spokojnie. Pięciu facetów, starych kumpli, znających się od wielu, wielu lat, którzy raz na jakiś czas chcą spotkać się bez kobiet i wprowadzić w dość mocny stan upojenia alkoholowego. Sport, muzyka, polityka, samochody, seks - wszystkie te tematy, bez których mężczyzna po kilku tygodniach zaczyna wariować. Wspólne imprezy przebiegały zawsze według dwóch możliwych schematów, które chyba prawidłowo zaobserwowałem i zdefiniowałem, ale których nie potrafię przewidzieć. Pierwszy to tzw. model "aktywny", kiedy to każdy kolejne piwo czy drink zapowiadają przygodę. Wieczory takie kończą się zazwyczaj rano lub w południe następnego dnia. Po drodze zaliczamy kasyno, wędrówki od knajpy do knajpy i wiele różnych, innych "mocnych wrażeń". Drugi to model "bierny" - po sześciu, czasem siedmiu piwach w tym samym pubie rozchodzimy się , czy raczej rozjeżdżamy ok. drugiej, trzeciej w nocy. Miniona noc to zdecydowanie ten drugi rodzaj. Pasywny do bólu. Nic się nie wydarzyło. Siedem piw wypitych w "Amnezji", o dziwo, nie dawało się odczuć tak jak zazwyczaj. Porządne śniadanie, tzn. tosty, jajecznica i szklanka mrożonej herbaty upewniło mnie w przekonaniu, że problem ten zniknie lada moment. Kilka telefonów i SMSów do uczestników wczorajszego spotkania - wszystko jest pod kontrolą. Po obejrzeniu serii głupich ...
... teledysków oraz jakiejś durnej amerykańskiej komedii stwierdziłem, że zapowiada się mocno leniwe popołudnie i wieczór. Myśl ta wywołała mieszane uczucia. Ostre słońce za oknem, nie pozwalało na całkowitą ponurość, ale widok opadłych liści, żółtych, brązowych, czerwonych wyraźnie świadczył o tym, że sytuacja zmierza w złym, zimowym kierunku. Poza tym niedziela, która w całej Polsce, niezależnie od wieku, środowiska, wielkości miasta zawsze wywołuje lekki niepokój. Pamiętam, że nawet we wczesnym dzieciństwie nie lubiłem niedzieli, zwłaszcza po południu, po powrocie z kościoła i po niedzielnym, nadto sztucznie celebrowanym obiedzie. Przecież wtedy jeszcze nie wiedziałem czym jest poniedziałkowa klęska dla uczących się i pracujących, ale udzielał mi się już ten nastrój. Pomyślałem sobie, że nie znam statystyk, ale pewnie w niedzielne popołudnia popełnia się najwięcej samobójstw. - Złota polska jesień... - pomyślałem sobie patrząc za okno. Nie było w tym jednak ani trochę pocieszenia. Co najwyżej odrobina drwiny, że tak depresyjną porę roku można określić w sposób mimo wszystko dosyć poetycki. Stwierdziłem, że trzeba zrobić jakieś zakupy bo jest po 16:00 i za chwilę zamkną, jak to w niedzielę, wszystkie sklepy. Udałem się więc do łazienki by przygotować się do wyjścia. - Całkiem nieźle - przeszło mi przez głowę gdy w lustrze zauważyłem, że nocna wyprawa nic a nic nie wpłynęła na mój wygląd. No może dwudniowy zarost. Odzwierciedlał on jednak również trochę stan mojej duszy i ...