-
Jesienna depresja
Data: 01.09.2020, Kategorie: delikatnie, Klasycznie, Autor: Douglas
... mała! Usiądź tu ze mną i pogadaj trochę. Potrzebuję tego! - powiedziałem głośno i stanowczo. Spojrzała na mnie jak na głupka, z którym nie ma co się spierać bo i tak nie odpuści i rzuciła: - Jasne Ricky, jasne! Podeszła do baru podparła się na nim, a ja już miałem sprzedać Jej bajerę jak mi brakuje rozmów z Nią gdy zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu pojawił się napis: "Mama", a ja spojrzałem na Kamilę spojrzeniem, które mówiło jasno, że muszę odebrać. Odbierając zdołałem rzucić do Niej tylko: - Sorry... Kama wzrokiem wskazała mi kącik na końcu sali, gdzie we wnęce stał mały stolik i kilka foteli. Zrozumiałem, że jest to miejsce gdzie mam się przenieść by spokojnie porozmawiać z Matką. Mamę kocham nade wszystko, ale jest osobą, która przez całe lata od momentu mojego wyprowadzenia się z domu ani razu nie zadzwoniła, kiedy siedzę sam w domu, jadę autobusem, czy czekam w kolejce do dentysty. Nawet jak oglądam film w TV dzwoni w tym momencie kiedy kończy się przerwa na reklamy. Jak jestem z kobietą to wyłączam telefon, bo prawdopodobieństwo, że zadzwoni wzrasta wówczas powyżej 99 proc. Idąc do stolika wskazanego przez Kamilę zorientowałem się, że nie byliśmy sami. Przy stoliku pod ścianą, obok automatów z grami siedziała jakaś kobieta. W knajpie był taki półmrok, że zobaczyłem Ją dopiero kiedy przechodziłem obok. Minąłem Ją i usiadłem we wskazanym miejscu by prowadzić rozmowę z Mamą. Trwała ona jak zwykle z pół godziny, kiedy do knajpy wszedł jakiś typ w stylu ...
... harleyowca. Sposób w jaki przywitał się z Kamilą uświadomił mi, że gdybym próbował Ją przed chwilą namówić do "powtórki z rozrywki" skompromitowałbym się dość mocno. Pomysł spotkania na mieście powrócił ze zdwojoną mocą. Udałem się więc po kolejne piwo, zapłaciłem za nie i ostentacyjnie zabrałem się z powrotem do kąta gdzie przed chwilą rozmawiałem przez telefon. Gdy zbliżyłem się do stolika pod ścianą nagle poczułem, że z kimś się zderzyłem. Zachwiałem się i poleciałem plecami na krzesło. Usiadłem na nim nie do końca rozumiejąc co się stało. - Brawo - usłyszałem kobiecy głos. Przyczyną mojego niemal upadku była ta kobieta, której obecność odkryłem jakiś czas temu. - Słucham? – zapytałem. - Nie uroniłeś ani kropelki - usłyszałem. - Co proszę? – nie rozumiałem tego co do mnie mówiła. - To moja wina. Wpadłam na Ciebie. Przepraszam. Na szczęście uratowałeś piwo. Zajarzyłem. Faktycznie lecąc do tyłu zdołałem nie wypuścić kufla z ręki. Widocznie podświadomie wiedziałem, że bez kolejnego piwa nie przeżyję tej niedzieli. - Na szczęście, no tak. Sorry. - rzuciłem chcąc przedostać się na swoje miejsce na końcu lokalu. Zrobiłem krok w tym kierunku. - Hej! Chłopaku...! - zawołała a raczej zamruczała głośno. - Tak? - odwróciłem się do Niej. - Będziesz tak sam pił to piwo? - Nie! – odpowiedziałem stanowczo, postawiłem kufel na Jej stoliku i poszedłem do baru. Zamówiłem piwo, mimo że – stawiając kufel – zauważyłem przed Nią filiżankę po kawie. Wiedziałem, że ...