-
Jesienna depresja
Data: 01.09.2020, Kategorie: delikatnie, Klasycznie, Autor: Douglas
... jak zacznie mi wyrzucać, że nie chciała piwa bez słowa przeniosę się na swoje wcześniejsze miejsce. Wróciłem do Niej i stawiając browarek na stoliku powiedziałem, siadając: - Ricky. - Co? - To znaczy Patryk, ale nazywają mnie Ricky. - Aha... – odpowiedziała. – Nie lubię pić sama. Światła w tym lokalu było tak mało, że nie wiele widziałem. Twarz miała ładną. Dość pociągłą, ale kształtną. Ładny, idealny wręcz podbródek i pełne, ale nie za pełne wargi. Nos malutki, stanowiący zabawny, rozweselający element Jej eleganckiej twarzy. Dzięki temu nie była zbyt dostojna. Po prostu ładna. Miała długie włosy i czarno-biały sweter z golfem, tzw. melanż. - Jak masz na imię!?!? – wycedziłem przez zęby dając Jej do zrozumienia, że ja już się przedstawiłem. - Patrycja – uśmiechnęła się poprawiając włosy. - Łał. Nieźle. Patrycja. - ... i Patryk – dodała. - Tak – skonstatowałem. Sam byłem pod wrażeniem tego zbiegu okoliczności. - Słuchaj Patryk! Sorry, Ricky! Co robisz w niedzielę tak wczesnym wieczorem w tej osiedlówie? - Szykuję się do poniedziałku... – odpowiedziałem mimo wszystko zgodnie z prawdą. Nie chcąc by pociągnęła ten, nie najlepiej o mnie świadczący wątek od razu spytałem: - A Ty? - Nie mam co ze sobą zrobić. - Nie rozumiem? - Rozstałam się w czwartek z facetem. I jestem sama. Nie wiem co dalej. Opisała mi ze szczegółami perypetie ostatniego związku. Okazało się, że jest dziennikarką. Mieszka w tym mieście od pięciu lat. W tej ...
... dzielnicy od roku. Ostatnie półtora roku była z jakimś typem, z którym po pół roku znajomości zamieszkała. Mieszkanie było Jej, bo koleś na co dzień mieszkał u rodziców, a w mieście bywał tylko trzy, cztery dni w tygodniu. Najpierw było super, ale z czasem facet zaczął znikać, nie pojawiać się na umówionych spotkaniach. Kilka dni temu znów Ją olał. Napisała by już nie przychodził. Odpisał Jej tylko: OK. - Może jeszcze się uda – próbowałem Ją pocieszyć mimo, że nie wyglądała na jakąś super zmartwioną. - Nie, nie. Nie ma sensu. To koniec. This is the end! - Beautiful friend... – dodałem. Spojrzała na mnie pytająco, uśmiechnęła się: - My only friend, the end – rzuciła cytując dalej znaną piosenkę. – Kocham Doorsów. - Ja też – powiedziałem zgodnie z prawdą. Są tacy... Nie wiem jak to w tym momencie wyrazić... - Naturalnie magiczni? – dopowiedziała pytając. Nie wiedziałem co powiedzieć. Laska, która mój planowany kilkuminutowy wywód na temat ulubionej kapeli ujęła w dwa słowa. - Łał. Tak! Dokładnie. Naturalnie magiczni! Nieźle! – nie wiedziałem co jeszcze mogę dodać. Spojrzałem na Nią i uświadomiłem sobie, że przez drobną chwileczkę zapomniałem o jesieni, niedzieli, zagrożeniu depresją i powiedziałem patrząc przez chwileczkę w Jej chyba zielone oczy: - No safety or surprise, the end... Wstała bez słowa, poszła do baru, za chwilę wróciła do stolika z dwoma piwami. Kontynuowaliśmy rozmowę o zespole, o jego historii. Wiedziała o nich wszystko. Tak jak ja. ...