1. Sagi rodów Altory - Młody Król…


    Data: 19.09.2020, Kategorie: saga, król, poddani, średniowiecze, władcy, Autor: CichyPisarz

    Twarz Magnara zdawały się być nachmurzona, jakby kłębiły się na niej ciemne deszczowe chmury, zwiastując nieuniknioną burzę. Nie było mu do śmiechu, nie był to dla niego radosny dzień. Zostanie tu, w tym małym słabym królestwie, w skrawku pola do gry w szachy, w którym wszystkie pionki, jaki i figury, rozstawiał jego ojciec.
    
    Siedział w centralnym miejscu stołu na podwyższeniu, w wypełnionej przeróżnego rodzaju gwarnymi odgłosami. Główny hall był wypełniony dostojnymi gośćmi, bardziej znaczącymi wasalami, pełniącymi ważne funkcję w mieście mieszczanami i urzędnikami. No i oczywiście jeszcze błyskotliwy biskup z całą duchowną świtą, którzy wymądrzali się i śpiewnie wygłaszali mowy w dziwnym języku, co przykuwało uwagę nawet podróżujących po świecie minstreli.
    
    A pomiędzy wszystkimi niezwykle zgrabnie przebiegała służba, która miała pełne ręce roboty. Donoszono przeróżnego rodzaju mięsiwo, bochny chleba, ale najwięcej pracy mieli dolewający wino, którego na dzisiejszą uroczystość, u stałych handlarzy, spory zapas zamówił i kazał dostarczyć do stolicy Sivardii sam król Gottfrid.
    
    Magnar nie miał się czym radować i wychylał kielich za kielichem, co nawet zauważył jego ojciec i nakazał służbie mocno rozcieńczyć przeznaczony dla syna trunek wodą. Wystarczyło tylko chłodne spojrzenie króla, by syn zrozumiał przekaz i nie przeciwstawiał się.
    
    Chłopaka nie pocieszał nawet status, który teraz posiadał, co było warunkiem postawionym przez stronę księżnej w czasie małżeńskich ...
    ... negocjacji. Długa i nudna celebracja uroczystości koronacyjnej w ciasnym kościele wprawiła chłopaka w upiorny nastrój, choć z katedry wyszedł nie tylko mężem, ale też królem. Co prawda małego państewka, ale król. W sumie... to jedno pozwalało mu znaleźć w tej całej komedii przyjemny aspekt. Przecież był teraz kimś bardzo ważnym. Dużo lepiej to brzmiało niż książę czy królewicz.
    
    Dziś, tuż przed samą kościelną uroczystością, pierwszy raz mógł przyjrzeć się narzeczonej. Od ogłoszenia zaręczyn do dnia zaślubin minęło niespełna kilka tygodni, nie było czasu na wizyty i chociażby przedstawienie sobie pary. Nie musieli się sobie przypodobać, ważne, że wyrazili zgodę na małżeństwo.
    
    Posępny Magnar patrzył na siedzącą obok małżonkę i wciąż nie wierzył, że ojciec przeznaczył mu taki los. Zajęta wesołą rozmową pani, może nie była brzydkiej urody, nawet figurę miała niczego sobie, bo sucha nie była, pulchna też nie, choć tu i ówdzie widać było niewielkie krągłości, charakteryzujące dojrzałe kobiety.
    
    Pierwszy uśmiech zagościł na ustach chłopaka, kiedy zauważył mocno uwypukloną okolicę piersi i wyobraził sobie, co kryje się pod atłasową suknią o barwie złota i błękitnym surcotem z wyszytymi na nim znakami królestwa. Wiedział, że przyjdzie pora, kiedy się o tym przekona, co tam jego królowa ma pod sztami. Ale na wspomnienie żarliwości z jaką Brunhilda modliła się w kościele, jak spokojnie, przy każdej nadarzającej się sposobności, kreśliła znaki krzyża i wsłuchiwała się w każdy głos ...
«1234...22»