-
Sagi rodów Altory - Młody Król…
Data: 19.09.2020, Kategorie: saga, król, poddani, średniowiecze, władcy, Autor: CichyPisarz
... opatrzność jej nie obdarzyła. A w pewnych dziedzinach zadba nawet bardziej. Na tę myśl znowu poczuła wypieki na policzkach i wyrzuty sumienia, że pozwala sobie na takie sprośne myśli. - Mężu? - zwróciła się cicho, ale oficjalnie, z należną mu czcią głowy królestwa. - Zaprząta coś twoje myśli? Mogę jakoś ulżyć troskom, by w tym ważnym dla Królestwa Sivardii dniu, jego król - tu z czcią skinęła w jego stronę głową - czuł się jak w swoim królestwie, jak w swoim domu? - spytała dyplomatycznie, bez cienia ironii i przekąsu. - Nie... pani - nie wiedział co powiedzieć. - Strudzony podróżą jestem. I... ceremonia mnie umęczyła - starał się tłumaczyć swój wisielczy humor. Zauważył też, że Brunhilda ma trochę drażniącą go barwę głosu, choć nie wyczuł w jej słowach fałszu. - Pozwól, że, choć nie jest to w zwyczaju, oprowadzę cię po komnatach. Może przewietrzenie głowy pomoże? A i pan zamku musi wiedzieć, gdzie co jest - w tym samym momencie wstała, trochę wymuszając na Magnarze i jego ruch. - Król prosił, by pokazać mu zamek. Dopiero co wczoraj przybył - usprawiedliwiała przed gośćmi chwilową nieobecność młodej pary, która miała za chwilę nastąpić. - Nie chciałabym, by mój król gdzieś zabłądził - uśmiechnęła się skromnie, życzliwie i ze szczerą troską, choć niejedni odebrali te słowa inaczej. - No tak! – parsknął ktoś śmiechem. - Nocą musi trafić do właściwej komnaty! Ha ha ha!!! - wrzasnął ktoś mocno rozbawiony wlanym w siebie mocnym winem, a co weselsze towarzystwo ...
... odpowiedziało gromkim śmiechem. - I na to przyjdzie odpowiedni czas - odpowiedziała zarumieniona królowa, dostojnie kładąc dłoń na ramieniu młodziutkiego męża, który dumnie wyprowadził ich z wypełnionego muzyką i głośnymi rozmowami sali. Kroczyli w milczeniu pustym zamkowym korytarzem, a do ich uszu docierały odgłosy piszczałek, lutni, ale najbardziej wesołych pokrzykiwań i powtarzających się wybuchów śmiechu. Biesiada była wesoła i udana. Niespodziewanie, kiedy minęli zakręt, królowa zatrzymała się i trochę skonsternowana rzekła: - Panie, widzę, że coś cię trapi. Wiem jak ci pomóc. Tylko się zdaj na mnie, a biesy miną - oznajmiła i poczekała na jakąkolwiek odpowiedź towarzysza. Nie usłyszała ni słowa, więc kontynuowała. - Wiem, że to dla ciebie trudne, mi też nie jest z tym łatwo – wyznała troskliwie. - Ale sakrament się dopełnił i jesteśmy ze sobą związani, co wymusza na mnie dbanie i troszczenie się o swojego męża. O króla - dodała, by poczuł się ważniejszy. Patrzyła na zdezorientowanego jej wyznaniem młodzieńca. - Nie krępuj się. Nie musimy czekać do pokładzin. Chyba nikt nie oczekuje ode mnie poplamionego krwią prześcieradła? - spojrzała pogodnie na Magnara. - Może to oddali twoje troski na bardziej pasujący ku temu czas? Na pewno na to oczekujesz - zaśmiała się. Nie chciała zdradzać młodzikowi, jak bardzo ona na to czekała, jak długo musiała. Obróciła się powoli plecami do męża, oparła dłonie o ceglaną ścianę i zastygając w bezruchu, czekała na krok z jego strony. - ...