-
Sagi rodów Altory - Młody Król…
Data: 19.09.2020, Kategorie: saga, król, poddani, średniowiecze, władcy, Autor: CichyPisarz
... Ale... - wydusił oszołomiony niespodziewaną sytuacją. - Panie, chyba... wiesz, co robić? - dopytała zaczepnie i prowokacyjnie zarazem, bo po braku jakiejkolwiek reakcji męża zaczęła wątpić. Po chwili uznała, że niepotrzebnie podśmiewała się z osłupiałego i speszonego młodziana. - Odwagi! Mym ślubnym jesteś - dodała motywując partnera, powoli unosząc tył sukni i okrywającej ją bielizny. - Dłuuugo na to czekałam - usprawiedliwiła swoje zachowanie, jednocześnie próbując mu dodać odwagi. Magnar szybko otrząsnął się z szoku. Musiał przyznać, że małżonka kompletnie go zaskoczyła, w życiu by się nie spodziewał takiego obrotu spraw. Blada skóra całkiem zgrabnego tyłka już świeciła pomiędzy krawędziami szaty i bielizny, a rowek pomiędzy lekko falującymi pośladkami, kierował uwagę już tylko w stronę zacienionego miejsca pomiędzy udami. - Ooo!!! - prawie krzyknęła z zaskoczenia, zachwytu, a może przerażenia, kiedy po kilku otarciach ciepłej końcówki chłopaka o pełne lepkiej wilgoci fałdki sromu, poczuła w sobie istne monstrum. - Pozory mnie trochę zmyliły - wyszeptała i zacisnęła zęby, bo szorujący ją teraz energicznie kutas, naruszył spokój ścianek pochwy w stopniu nigdy wcześniej niespotykanym. Miała wrażenie, że kryję ją jakiś chutliwy barbarzyńca, nie młodzik. Na jej ustach pojawił się grymas bólu. Magnar pochwycił zad żony w dłonie i już nie patrzył na nic, tylko na szybkie i rytmiczne pchnięcia bioder. Zamienił się w bezwzględnego kochanka, czułości w tym nie było ...
... za grosz. Czuł się nieswojo spółkując jak jakiś rogacz gdzieś w zaułku korytarza, ale i to po chwili przestało zaprzątać mu głowę. Nie patrzył nawet na bardzo głośne plaski, które wpadały w rezonans i pewnie niosły daleko w przestrzeń zamku, może nawet na samą ucztę. Wbijał się zatraceńczo, a stękania, ochy i achy śmiałej małżonki, te grymasy twarzy dojrzałej kobiety, której poruszający się miarowo w tę i z powrotem profil obserwował. Jak wtedy kiedy siedzieli razem na fotelach w katedrze, tej jego zdaniem zdewociałej i bogobojnej owieczki. Doprowadzało go do erotycznej gorączki i... rychłego finału. Wyrzucił z siebie wszystko na ceglaną ścianę i kamienną podłogę, tak by nie poplamić sukni i spodni, cicho mrucząc i stękając, a kolejne drgawki przeszywały jego szczupłe ciało. Nie skończył tak szybko jak przypuszczała. Sama miała już spore rumieńce na policzkach i trawił ją ogień pożądania w podbrzuszu i niżej. - Mój królu! - powiedziała niezwykle dumnie i ze szczerym uznaniem. - Pora wracać na ucztę - przejechała ozdobionymi pierścieniami dłońmi wzdłuż ud, by wygładzić zagniecenia, wciąż łapiąc rześkie powietrze głębokimi wdechami. - Tak, wracajmy już – odbąknął obojętnie, strzepując ostatnie krople nasienia na posadzkę. A to lisica - dumał młody władca, kiedy przyglądał się rozmowom żony z szerokim gronem dostojników - skarbnikiem, biskupem, jego ojcem i wielu innymi, których nawet nie znał, a tylko bogate stroje i złote ozdoby świadczyły o ich statusie. Teraz ...