-
Sagi rodów Altory - Młody Król…
Data: 19.09.2020, Kategorie: saga, król, poddani, średniowiecze, władcy, Autor: CichyPisarz
... łysy jak kolano - mówiła wesoło, bo humor miała iście wyborny. Wciąż czule tuliła Magnara, który zaczął żuć sutek jak niemowlę. - Tak synku, ciumkaj sobie, tak - uspokajała młodzieńca, gładząc go dłonią po głowie i akceptując zachciankę. - Dam ci dużo ciepła. Zadbam o ciebie - przekonywała. - A ty o mnie, tak? - upewniała się, patrząc gdzieś w ciemną otchłań sufitu. Pokiwał głową, wciąż cyckając gumowatą smaczną brodawkę. - Moja pani - zaczął, by słuchała - masz doskonałe piersi - szepnął, wstydząc się trochę tego wyznania. Brunhilda już dawno nie słyszała z męskich ust tak szczerego komplementu. Przemilczała to pochlebstwo, którego nie chciała spłycać swoimi słowami. Po chwili jednak zmieniła zdanie. - Mężu, są całe twoje - podsunęła mu brodawkę drugiego cycka pod same usta, a on spokojnie zaczął ją ssać. Kilka minut później powieki Magnara opadły, tylko chwilę walczyły ze znużeniem, a po chwili strudzony chłopak zasnął na ciele małżonki. Oboje spali do późna, dwakroć przeganiali służbę, która próbowała dobudzić młodą parę. A całe to wyczerpanie to sprawka Magnara, który, nie dość, że nocą zbałamucił małżonkę jak trzeba, to jak tylko zaświtało, zapragnął ją ponownie posiąść. W świetle wstającego dnia, Brunhilda nie była już taka śmiała, a nawet była powściągliwa, ale ugościła między udami męża, jak na posłuszną żonę przystało. Długo potrząsał jej ciałem, a po kilku zmianach pozycji, kończąc w tej od tyłu, o której tak krytycznie wypowiadał się biskup, ...
... poczuła w sobie ciepło nasienia i pulsowanie wypełniającego ją obiektu. Po wszystkim tylko opadła, niedbale zarzuciła na siebie okrycie i zasnęła. Magnar uczynił podobnie. - Witaj mężu - przywitała się nieco skonsternowana, już ubrana w szaty i z zagadkowym, ale ciepłym, uśmiechem. Piękne rumieńce zdobiły jej lica, a włosy spięte miała w zgrabny kok. Zdawała się być w kwiecie wieku, ale cała promieniowała witalnością. - Witaj... żono - odpowiedział, wciąż czując się obco z nazywaniem jej swoją żoną, wpatrując się w uśmiechniętą twarz dojrzałej kobiety. Stała przy łożu i czekała. Przeczesał potarganą czuprynę, usiadł na posłaniu i rozejrzał się po komnacie. Dopiero teraz mógł przyjrzeć się wiszącym na ścianach arrasom i gobelinom. Podobał mu się ten ze sceną stających w szranki rycerzy, zapewne o rękę damy, machającej chustą na zamkowej wieży. Na drugim gobelinie zatrzymał się dłużej, jakby szukając ukrytego przekazu. - To święty Brendan. - irlandzki mnich - wyjaśniła. - Legenda mówi, że wyprawiał się w poszukiwaniu Ziemi Obiecanej. Jedna z opowieści głosi, że ponoć odprawiał mszę świętą na wyspie, która okazała się być wielorybem - dodała krótko, okraszając opowiastkę uśmieszkiem. - To patron żeglarzy i podróżników. Od ponad stu lat jest też patronem naszego miasta. To - spojrzała na omawianą ozdobę - prezent od samego pierwszego Cesarza Altory. Chłopak tylko pokiwał głową i przeciągle ziewnął. - Spełniłam choć trochę twoje... oczekiwania? Dobrze ci ...