-
Sagi rodów Altory - Młody Król…
Data: 19.09.2020, Kategorie: saga, król, poddani, średniowiecze, władcy, Autor: CichyPisarz
... organu. Widząc wtedy potężny korzeń władcy i przerażenie w oczach Astrid, bała się o córkę. - Panie, może zastąpię córkę? - zaoferowała się. - Ona jeszcze taka sztywna i... nieruchawa. Nie ma za grosz polotu do cielesnych uciech – zachichotała, próbując odwrócić od niej uwagę, a nawet ją zdyskredytować. - Ona za młoda na królewskie berło - uśmiechała się życzliwie, próbując zwrócić na siebie uwagę zerknięciem na uwolnione spod koszuliny chyboczące się wciąż jędrne cyce. – Ale ja… - Tu nagle przerwał jej król słowami, których się nie spodziewała usłyszeć: - Chłodno tu trochę - stwierdził, wciąż rytmicznie wciskając się w cichutko dyszącą Astrid, której szeroko rozwarte chude nogi bezwładnie zwisały ze stołu. - Najpierw dorzuć polano do ognia - zażyczył sobie, jakby to był warunek spełnienia prośby, dając tym samym gospodyni nadzieję na powodzenie jej planów. Pani domu ochoczo wykonała polecenie i szybko na powrót stanęła obok króla. Spojrzała jeszcze na kawałek drewna, który został opleciony płomieniem, rozświetlającym teraz izbę. - Wskakuj tutaj - poklepał blat po swojej prawej stronie rozbawiony młokos. - Sprawdzimy i twoją komorę - zaśmiał się, obracając głowę w stronę leżącego na posłaniu Svena, który wyczerpany figlami, tylko kiwnął głową na znak uznania dla pomysłu swojego pana. - Dobry król powinien dobrze poznać swoich nowych poddanych - rzucił w przestrzeń i zaśmiał się wesołkowato zmęczony rycerz, sięgając przy tym po gliniany kubek z wodą. - Biorąc ...
... ją po tobie, chyba mnie nawet nie poczuje - zaśmiał się ironicznie Magnar, patrząc na przeoraną już kuciapkę dorosłej kobiety, której srom był jakby sporo większy, a wargi tworzyły wyraźne fałdy i bardziej wystawały poza linię szczeliny. - Takiej maczugi jak mój pan nie ma nikt w królestwie! - rzucił jak na wiwat Tur, odwdzięczając się miłym słowom młodego króla. - Albo nawet w Cesarstwie! - dodał. Jeśli Eva myślała, że uchroni Astrid swoim zastępstwem, to bardzo się pomyliła. Król szybko sprowadził ją na ziemię. Tak. Dał odpocząć drobnej dziewczynie i korzystał z przykładnej gościnności matki, ale wciąż wracał do ciasnej cipki, by zwiększyć doznania. Teraz używał sobie na zmianę, raz luźniejszej, raz ciaśniejszej piczy, a wszystko to z miną rozkapryszonego i znudzonego tak pospolitą rozrywką króla. Raz stał za pokaźną kafaryną stojącej w rozkroku i leżącej na brzuchu na stole Evy i gniótł jej tyłek niczym piekarz zaczyn, znikając maczugą w ukrytej pod pierzynką otłuszczonego ciała jamie, i to z zadziwiającą łatwością. Po chwili obejmował prawie całe szczuplutkie pośladki Astrid, a jego kutas zdawał się nadziewać na siebie młodą, jak w czasie tortur nadziewa się znienawidzonego wroga na zaostrzony pal. Sam był zdziwiony, że taki kutas się tam mieści. To musiały być jakieś czary, to było niewiarygodne. W przekonaniu władcy, dziewczyna nie stękała już z bólu, a tak samo jak przed chwilą jej matka - z rozkoszy. - Panie! - zwróciła się błagalnie. - Ona jeszcze młoda. ...