-
Sagi rodów Altory - Młody Król…
Data: 19.09.2020, Kategorie: saga, król, poddani, średniowiecze, władcy, Autor: CichyPisarz
... sobie już głowy ewentualną ciążą córki, która po przyjęciu w młode naczynie takiej ilości królewskiego nektaru, była raczej pewna. Młynarz nawet z nie swoim dzieciakiem chętnie przyjmie jej śliczną Astrid do siebie jako żonę. Gospodyni była piekielnie zmęczona, ale kiedy tylko pozwalała sobie na chwilę zadumy, uśmiechała się z tęsknotą do wspomnień. No w końcu ktoś przeorał jej żyzne pole jak trzeba, bo jej chłop nie dość, że robił to tylko po bożemu, to w tym względzie nie był pracowity, a i pług miał mizerny, nie to co ten byczy rycerz - oracz nad oracze. Młodziutka Astrid stała jak słup i odprowadzała obojętnym wzrokiem, teraz dostojnie już prezentującego się na wspaniałym rumaku, młodego króla. Pochwa ją piekła i swędziała, małe piersi zasiane były sińcami, pośladki również. Sama, kiedy tylko po pojawieniu się jutrzenki pobiegła do strumyka w lesie, by się obmyć, aż się tymi wszystkim śladami przeraziła. Chciała zapomnieć tę noc, której prawie nie zmrużyła oka. Albo młodzian ją na przeróżne sposoby bałamucił, albo z nienawiści do tego potwora nie mogła zamknąć oczu, szukając sposobów na zemstę. Nawet miała ochotę wrazić w serce bezwzględnego władcy nóż do patroszenia ryb, albo wbić w lekko unoszącą się klatkę piersiową topór, którym ojciec rozbijał kloce na szczapy na rozpałkę. Ale co ona mogła? Gdyby cokolwiek stało się królowi, cała wioska poszłaby z dymem, a ludzi by powieszano, lub wyrżnięto. Postanowiła jedno. Że nikomu nie zdradzi - matuli, nawet ...
... duchownemu, który w pobliskim kościele odprawiał co pewien czas mszę, że królewskie palce bawiły się nocą jej nieczystą dziurką. Szeptał jej wtedy do ucha różne sprośności, ona patrzyła jak rycerz rżnął jej zachwyconą tym matkę, samej czując w pochwie niezaspokojonego zwierza, a w drugim otworku palca, później dwa. Jej protesty, jak zwykle, nic nie przyniosły. Zdawało jej się, że jest niemową, albo że mówi w obcym niezrozumiałym przez nikogo języku, bo pan nie reagował. Ukrywała jeszcze jedno, ale już przed samą sobą. Jurny pan wielokrotnie doprowadził ją do dziwnego, nigdy wcześniej nie doświadczanego, stanu, kiedy rzucane w stronę władcy obelgi i przekleństwa ustawały i zamieniały się w niewypowiedziane błagania, by jeszcze chwilę czynił swoje i broń Boże nie kończył. Wtedy po chwili rozsadzała ją boska energia, ona dla niepoznaki zapominając o bólu i wstydzie, milkła, a jej oczy spowijała mgiełka szczęścia. Właśnie wtedy miała pragnienie wydzierać się wniebogłosy, jak czyniła to często w drugim kącie sieni jej rozbawiona matka. Magnar miał ostatnimi dniami wiele spraw na głowie. Wprowadzał zmiany w organizacyjne w porcie, musiał uporządkować sprawy celne i dopilnować rozbudowy floty handlowej i wojennej. Wszystko za namową ojca, który podsuwał mu kolejne pomysły i sposoby ich realizacji, co syn czynił, ale niektóre na swój autorski sposób lub korzystając z mądrych rad czerpiących z handlu zyski kupców. Dzięki temu dochody do królewskiego skarbca miały wzrosnąć, ale też ...