-
Wybawiciel (opowieść w czas zarazy)
Data: 27.10.2020, Autor: nefer
... towary, opłacił najbardziej godnych zaufania strażników, wzięliśmy ze sobą dwoje służby i uciekliśmy z miasta. Niestety, mór poszedł za nami. Nasz służący, młody chłopak, zachorował. Wynajęci zbrojni zrabowali co się dało i porzucili nas w głuszy. Nie zabili chyba tylko dlatego, że bali się zarazy. Biedny Filip zmarł po dwóch dniach. Czarna śmierć zabrała też Biankę, moją pokojówkę. We dwójkę dowlekliśmy się do jakiejś wioski, ojciec zachował trochę ukrytego srebra i wynajął izbę w domu sołtysa. Chcieliśmy przeczekać... Niestety, trzy dni później i na jego ciele pojawiły się znaki moru. Nie zdołaliśmy tego ukryć, zauważyła córka gospodarza. Głupia dziewucha narobiła rabanu i chłopi spalili całą chałupę. Ojciec zginął w płomieniach, mnie cudem udało się uciec. Błąkałam się po lesie, głodna i opuszczona. A oto Matka zesłała mi ciebie, świątobliwy! Modliłam się o to, odkąd usłyszałam o cudach, które czynisz! - Nie czynię żadnych cudów, Pan nie uznał mnie za wystarczająco godnego. Jeśli zapadłaś na czarną zarazę, nie zdołam ci pomóc. Odsunął się przezornie, opowieść dziewczyny i ponowne wezwanie Matki skłaniały do jak najszybszego pozostawienia nieznajomej jej własnemu losowi. - Błagam cię, panie! Jesteś moją jedyną nadzieją. - Poderwała się na nogi, ale zaraz upadła na kolana. - Odejdź, nieczysta! - Zastawił się kosturem. - Zapłacę! Mam złoto! - Rozerwała kosztowną niegdyś szatę i wyszarpnęła zaszyte w jej fałdach monety. - Idź precz, kusicielko! - Nie ...
... narazi się na śmierć dla kilku marnych sztuk złota, choćby nawet posiadała ich więcej. - Panie, błagam! - Powstała z kolan i gorączkowo zdzierała z siebie odzienie, nie szukała jednak kolejnych monet. - Spójrz, jestem czysta! Mór mnie oszczędził! Obejrzyj dokładnie! Kierowany jakimś przemożnym odruchem istotnie skupił wzrok na nagim, nieskazitelnym ciele dziewczyny, zaróżowionej skórze, kształtnych, sterczących piersiach, płaskim brzuchu, smukłych udach i lekko owłosionym zakątku pomiędzy tymi ostatnimi. Nigdy nie widział tak pięknej, nagiej kobiety. Nigdy nie widział i na pewno już ponownie nie zobaczy. Sylwana pospiesznie odwróciła się, by mógł przyjrzeć się również gładkim plecom i jędrnym pośladkom. Nigdzie nie dostrzegł znamion czarnej śmierci. - Panie, jeśli nie chcesz złota... Zapłacę inaczej... Tylko nie odtrącaj mnie, nie zostawiaj na pastwę dzikich zwierząt i jeszcze dzikszych wieśniaków. - Jestem sługą Najwyższego i dawno już odrzuciłem pokusy świata... Nawet w jego własnych uszach zabrzmiało to niepewnie. Takiej pokusy nigdy nie miał okazji odrzucić, bo żadna z nich nie okazała się choćby w połowie aż tak godna pożądania. Wyczuwając tę chwilę wahania, Sylwana postąpiła krok w stronę pustelnika. Kostur zadrżał w jego ręku. Przysunęła się jeszcze bliżej, odtrącając mało zdecydowanie dzierżony oręż. Objęła starca i wycisnęła pocałunek na wargach. - Panie, błagam, pomóż sierocie... - Ponownie wpiła się w usta mężczyzny, jej dłonie z wprawą sięgnęły pod ...