1. Wybawiciel (opowieść w czas zarazy)


    Data: 27.10.2020, Autor: nefer

    ... się kobietą i jeszcze nigdy... Pomyślałam, że skoro Matka powołała mnie do siebie, to przynajmniej... Tak będzie mi łatwiej...
    
    - A ja zapłacę życiem za twój strach i twoją żądzę!
    
    - Błagam, panie! Nie odtrącaj mnie teraz! Ty przynajmniej żyłeś długo, jesteś starcem. Matka i tak upomniałaby się o ciebie w niedługim czasie... Przeklnij mnie, wychłostaj, zabij, jeśli zechcesz... Ale później, teraz nie odtrącaj. Nie chcę umierać jako dziewica, chcę pójść w objęcia Matki jako kobieta. Tak się boję...
    
    Popłynęły kolejne łzy, ponownie przywarła do ojca Michała całym ciałem, rozpalonym gorączką oraz pożądaniem.
    
    „Wybacz mi, Wszechmocny Panie, ale nie potrafię...” - Pomyślał. - „I tak jestem już skazany, czarna śmierć zabija każdego. Nigdy nie sprawiłeś cudu, gdy modliłem się o życie i zdrowie dla tych wieśniaków, nie uczynisz cudu i teraz. Umrzemy tu oboje, Sylwana i ja. Niech więc ona umrze jako kobieta, skoro tego pragnie. A ja... a ja nigdy nie miałem takiej kobiety, nawet wtedy, gdy byłem jeszcze młody.”
    
    Niewprawnie przytulił dziewczynę, pogładził po włosach.
    
    - Nie odtrącę cię. Nie odtrącę i wybaczam. Masz rację, żyłem długo, a moje życie nie przyniosło nikomu niczego dobrego. Mogłem się o tym przekonać, zanim uciekłem do tego szałasu. Niech więc stanie się jak chcesz, niech na koniec sprawię jakieś dobro. Przynajmniej pomogę ci odejść. Może Wszechmocny wybaczy nam obojgu.
    
    Tym razem nieśmiało, ale z szybko rosnącą pewnością ujęła przyrodzenie starca. Parzący ...
    ... niemal dotyk palców dziewczyny wzmógł doznania pustelnika. Poczuł jak fallus pręży się, niczym za dawnych lat, zanim ujarzmił go wolą umysłu i umartwieniami. Sylwana nie zadowoliła się tym sukcesem, ponownie rozpłaszczyła piersi na torsie mężczyzny, wolną ręką objęła plecy. Usta zwarły się w pocałunku, języki podjęły własny taniec. Odnalazł kwiat rozkoszy młodej kochanki, o dziwo, palce w jakiś dziwny sposób odzyskały dawną wiedzę i wprawę. Opadli na posłanie, księżyc w pełni obserwował ich pokładziny poprzez gałęzie drzew i rozrzucony dach szałasu. Dłoń mężczyzny potrafiła wzbudzić jęki rozkoszy, on sam również nie ukrywał własnej. Bo poczuł to, czego pozbawiony był przez wieczność. Niezrównany, nieporównywalny z niczym napór gorąca. Budzącego się do życia gdzieś w głębinach i wznoszącego się z niepowstrzymaną siłą, by szukać ujścia w chętnej i wilgotnej studni kobiety. Żar rozpalonej lawy dorównywał gorączce trawiącej ciało dziewczyny. Co tam dorównywał, przewyższał. Siła życia przeciwko sile śmierci. Ale śmiercią zdążyli się już podzielić, pozostawało jeszcze uczynić to samo z mocą życia i odrodzenia. I to właśnie uczynili. Gdy poczuł własną gotowość, a zarazem wypływającą z wnętrza Sylwany wilgoć, wszedł zdecydowanym pchnięciem. Istotnie, była dziewicą. Nawet po tylu latach potrafił to rozpoznać, rozpychając i przebijając jej błonę. Krzyczeli oboje, z bólu, rozkoszy, pożądania, strachu, radości i pragnienia życia. Eksplozja trawiącej go, rozpalonej lawy objęła przyrodzenie, ...
«1...3456»