1. Wybawiciel (opowieść w czas zarazy)


    Data: 27.10.2020, Autor: nefer

    ... zgrzebne odzienie...
    
    - Dość! - Zebrał wszystkie siły i uwolnił się z objęć kusicielki. - Pomogę ci, ale nie będziesz płaciła w taki sposób. Idź za mną. Musimy najpierw nabrać na nowo wody.
    
    - Dzięki ci, świątobliwy panie.
    
    - Ubierz się!
    
    Droga nad strumień, a potem do ukrytego wśród drzew szałasu upłynęła w milczeniu. W milczeniu rozdmuchał ogień i przygotował skromną wieczerzę. Nie spodziewał się, by taka dama potrafiła pomóc przy podobnych czynnościach. Zaskoczyła go jednak, oferując się, że resztką wody i starym popiołem umyje gliniane naczynia, na których jedli. Gdy z pewnym trudem wykonywała to zadanie, wymościł dla Sylwany legowisko z mchu i trawy. Okryje się swoją strojną szatą, latem nawet na pogórzu noce nie kąsały chłodem.
    
    - Możesz spać tutaj, przy ogniu. Ja idę do szałasu.
    
    Nie czekając na odpowiedź, pospiesznie schronił się w swojej samotni. Musiał jednak długo modlić się do Pana o odpuszczenie popełnionych tego dnia grzechów, nim zdołał zasnąć.
    
    Obudził go szelest oraz dotyk gorącego, nagiego, zarazem miękkiego i sprężystego ciała. Dziewczyna wczołgała się do szałasu i przywarła do starca. Uznając, że śpi, sięgnęła dłonią ku przyrodzeniu pustelnika i ujęła je w szczupłe palce. Niech mu Wszechmocny wybaczy, ale pozwolił tej ciepłej dłoni zajmować się przez chwilę swymi pomarszczonymi już klejnotami, zanim spróbował odepchnąć kusicielkę.
    
    - Co czynisz, przeklęta?
    
    - Ciii... - Wionęła mu w usta gorącym oddechem. - Chcę ci podziękować.
    
    Palce ...
    ... nie zaprzestały swojej pracy, szybko odnajdując właściwy rytm. Ze wstydem stwierdził, że przyrodzenie nie pozostało obojętne. Pomimo wieku i lat spędzonych na umartwieniach, był jednak przecież mężczyzną...
    
    - Nie trzeba, nie w taki sposób...
    
    - Ciii... Pozwól, że zajmę się wszystkim.
    
    Zamknęła mu usta pocałunkiem, język wdarł się pomiędzy zaciśnięte wargi, młode, rozpalone ciało przywarło do zwiędłej już skóry, niezwykle gorące piersi rozpłaszczyły się na wychudłym torsie. Omal nie skapitulował, przecież taka okazja nie trafiła mu się dotąd w całym życiu i na pewno nie trafi się ponownie na tym świecie. Zresztą w zaświatach też raczej nie... Ale to nie wspomnienie kapłańskiego powołania czy wezwanie imienia Pana pozwoliły mu przejrzeć na oczy. Uczyniła to niezwykła gorączka, trawiąca członki Sylwany. Gorączka... Czy na pewno spowodowana tylko namiętnością? Otrzeźwiony, wyrwał się z ramion szatańskiej kusicielki. Gnany strachem, rozrzucił pracowicie powiązane zadaszenie z gałęzi i trawy. W niepewnym, ale wystarczająco jasnym blasku księżyca ujrzał czarne znamiona moru. Pokrywały nieskazitelne jeszcze za dnia ciało dziewczyny...
    
    - Idź precz, przeklęta! Nasłał cię diabeł, by ukarać za moje grzechy!
    
    - To nie tak, panie! - Rozpłakała się. - Wybacz mi. Ja... tak się boję! Widziałam, jak kończą ci, których tak naznaczono.
    
    - I dlatego obdarzyłaś również mnie oddechem śmierci? Za to, że chciałem ci pomóc?
    
    - Boję się, panie! Nie chcę umierać! Dopiero niedawno stałam ...
«1234...»