1. Wybawiciel (opowieść w czas zarazy)


    Data: 27.10.2020, Autor: nefer

    ... podbrzusze, członki, całe ciało. Po chwili sięgnęła głowy i świat rozpadł się na tysiące rozżarzonych kawałków...
    
    Ocknął się, czując, że ktoś wylał mu na głowę zimną wodę. W nadal jasnej poświacie księżyca dostrzegł stojącą u wejścia do szałasu Sylwanę z dzbanem w dłoni. Ta dzierżąca gliniane naczynie dłoń wydała mu się jedyną realną i materialną częścią nadal nagiego ciała dziewczyny. Dziewczyny? Odniósł wrażenie, że w jakiś sposób się zmieniła: pełniejsze, bardziej dojrzałe piersi, nieco bardziej krągły brzuch, szersze biodra, zdecydowanie gęściej porośnięte miejsce pomiędzy nie tak już smukłymi, chociaż nadal kształtnymi udami. Chciała umrzeć jako kobieta, ale czy jedne pokładziny z mężczyzną mogły spowodować aż takie zmiany? Spróbował unieść się z posłania, powstrzymała niedawnego kochanka ruchem ręki.
    
    - Leż spokojnie, Wybawicielu. Nic ci już nie grozi.
    
    Przypomniał sobie wszystko i pospiesznie obejrzał własne, również nagie członki. Jego ciało nie zmieniło się, nadal stare, wychudłe i pokraczne w porównaniu z jej triumfującą kobiecością. Po chwili dostrzegł jednak w słabym świetle pewne nowości. Na przegubach dłoni oraz kostkach nóg pojawiły się czarne znaki moru. Aha, jeszcze jeden, największy, na mosznie. Zaraza dopadła go bez litości, zostało mu niewiele życia.
    
    - Nie obawiaj się, nie umrzesz. Przynajmniej nie od czarnej śmierci. Spójrz na mnie.
    
    Podobnie jak przy pierwszym spotkaniu obróciła się powoli, pozwalając podziwiać zmienione, ale nadal godne ...
    ... pożądania ciało. Czy to wiatr przegnał zabłąkaną chmurę, czy to z jakiegoś innego powodu blask księżyca przybrał na sile i mógł dostrzec... Tak, skóra Sylwany, nie tak już różowa świeżością młodej dziewicy, pozostawała jednak wolna od znamion moru!
    
    - Kłamałaś? A mnie zawiodły wtedy oczy? Ale mam czarne znaki...
    
    - To znaki Wybawiciela. - Po raz drugi nazwała go tym mianem.
    
    - Wybawiciela?
    
    - Tak, jesteś zdrowy, bezpieczny od zarazy. Czarna śmierć nie ma do ciebie przystępu. I możesz przekazać tę odporność innym, możesz ich uratować.
    
    - W jaki sposób?
    
    - W taki sam, w jaki ja dałam odporność tobie.
    
    - Chcesz powiedzieć, że mam pokładać się z każdą kobietą?
    
    - Może nie z każdą, ale z tyloma, z iloma zdołasz. Przekażesz im swój dar, a one z kolei mężczyznom, z którymi później zlegną. Jak znam was, ludzi, pójdzie to szybko. A ty zaczniesz wreszcie czynić te cuda, których brak tak ci doskwierał. Jest jednak pewne ograniczenie. Dar życia zdołają przejąć tylko ci, którzy będą nadal zdrowi. Dla już zarażonych nie ma ratunku, przykro mi...
    
    - Ale te znaki... - Wskazał czarne plamy na kostkach i przegubach.
    
    - To znaki zdrowia i życia. Już niedługo ludzie uznają je za błogosławieństwo.
    
    - Ale teraz nie pomogą mi, gdy udam się do jakiejkolwiek wioski czy miasteczka.
    
    - Nie powiedziałam, że to będzie łatwe. Ale poradzisz sobie, musisz. Jesteś jedyną nadzieją ich wszystkich.
    
    - Jakim cudem znajdę choćby jedną kobietę gotową zlec z noszącym znak moru?
    
    - Tak, jak ...
«1...3456»