-
Człowiek witruwiański (I)
Data: 28.10.2020, Kategorie: człowiek witruwiański, Autor: XXX_Lord
I. Kusiciel - Pasażer Piotr Uznański jest proszony o zgłoszenie się do bramki numer sześć, powtarzam, pasażer Piotr Uznański... Reszta komunikatu utonęła w lotniskowym harmidrze. - O kurwa, mam pięć minut! - spojrzałem na zegarek i zacząłem biec. Czekało mnie manewrowanie między dzikim tłumem turystów zmierzających, gdzie? Dokąd Ci wszyscy ludzie lecą? Wygląda na to, że akurat dzisiaj na Okęciu zebrała się cała pieprzona Warszawa. Minąłem numer trzy, numer cztery zbliżał się w szybkim tempie. Trafiłem na strefę z mniejszą ilością pasażerów i chciałem to wykorzystać. W ręce trzymałem gazetę i wyglądałem jak sprinter sztafety olimpijskiej. - Jeszcze trzy minuty, szybciej! - ponagliłem się w myślach i puściłem biegiem pustoszejącym korytarzem. Za zakrętem w lewo wyłoniła się bramka numer sześć. - Pan Piotr - uśmiech blondynki sprawdzającej bilety był zniewalający. Kiwnąłem głową nie mając siły na odpowiedź - trochę kazał Pan na siebie czekać. Zapraszam korytarzem za mną. - Dziękuję - uśmiechnąłem się z wysiłkiem i ponownie zacząłem biec. Autobus lotniskowy czekał już tylko na mnie z włączonym silnikiem, kiedy wpadłem jak kula armatnia do środka. Kolejna stewardesa zamknęła za mną drzwi i bus ruszył w kierunku samolotu. - Dzięki - ciężko dysząc podziękowałem dziewczynie, w odpowiedzi uśmiechnęła się do mnie uroczo. Skąd oni biorą takie laski? Dwie godziny wieczornego lotu do Londynu, wspomagane kilkoma drinkami upłynęły szybko i bezboleśnie. Na miejscu ...
... czekała na mnie praca - otwarcie nowego oddziału polskiej firmy, zajmującej się produkcją i dystrybucją okien. Praca była dobrze płatna i oferowała duże możliwości rozwoju zawodowego, poza doszlifowaniem języka miałem zarządzać kilkuosobowym zespołem sprzedażowym i raportować bezpośrednio do centrali w Polsce. W sumie nic nowego, to samo robiłem u nas w kraju. W wieku trzydziestu trzech lat to całkiem niezłe perspektywy rozwoju i zarobku. W Warszawie zostawiłem spaloną ziemię. Dwa tygodnie temu odeszła ode mnie dziewczyna Kamila, z którą spotykałem się pięć lat i wiązałem dość poważne plany. Na tyle poważne, że w wakacje planowałem oświadczyny w jakimś romantycznym, egzotycznym miejscu. Jak mi zakomunikowała w trakcie „poważnej rozmowy” od dłuższego czasu czuła, że nasz związek się wypalił. Miała kogoś na boku. I diabli wszystko wzięli. Fałszywa dziwka. Jeszcze noc wcześniej pieprzyła się ze mną wyznając mi miłość. Jak kurwa można być tak obłudnym?! Po tym, jak kopnęła mnie w tyłek i wyprowadziła się do gacha wziąłem tydzień urlopu i praktycznie nie wychodząc z domu chlałem na umór i non-stop chodziłem ujarany marihuaną. Po siedmiu dniach zarośniętego i brudnego w mieszkaniu zawalonym pustymi butelkami i opakowaniami po zamawianym żarciu znalazła mnie Magda - moja młodsza siostra, zaniepokojona brakiem odzewu na sms-y i wiadomości na Facebooku. Przerażona moim wyglądem i stanem wpakowała mnie siłą do wanny i zaaplikowała kurację odwykową w postaci kroplówki ...