-
Człowiek witruwiański (I)
Data: 28.10.2020, Kategorie: człowiek witruwiański, Autor: XXX_Lord
... z glukozy, którą przywiózł jej kumpel - pielęgniarz w szpitalu Praskim. Przez dwa kolejne dni miałem delirium kacowe połączone z halucynacjami. Wspomagałem się pozostałościami marychy, której na szczęście nie wypaliłem w pijackiej malignie do końca - w przeciwnym razie chyba bym oszalał. Wreszcie moja kochana siostra (dziękuję Ci Madziu!) siłą zawiozła mnie do pracy. Znajdowałem się w fatalnym stanie fizycznym i chyba jeszcze gorszym emocjonalnym. Najchętniej wróciłbym do domu i znowu zaczął pić. Jacek, prawie pięć dych na karku. Współwłaściciel firmy, w której pracowałem był świadomy tego, co ze mną się działo. Siedziałem na krześle przy biurku i słuchałem tyrady. - Piotrek, mam dla Ciebie robotę. Miałem tam wysłać Zenka, ale Ty znasz lepiej język, a poza tym chyba przyda Ci się wyjazd z Warszawy, prawda? - patrzył na mnie badawczo - jesteś blady jak gówno w przeręblu. Ile czasu chlałeś? - A czy to kurwa jest ważne? - mój głos dochodził z oddali, czułem się jakbym był nie w swoim ciele - Wszystko się zesrało. Ukryłem twarz w dłoniach. Jacek to naprawdę w porządku facet. Twardy, ale sprawiedliwy szef. Widziałem po jego minie, że nie jest zachwycony moim wyglądem (ja również nie byłem), ale jego domeną było działanie, a nie narzekanie i użalanie się nad sobą. - Masz zarezerwowany na jutro na dwudziestą bilet na lot do Londynu. Otwieramy tam filię firmy. Chcę żebyś był liderem zespołu sprzedażowego. - Kurwa, jakiego Londynu?! Człowieku, przecież ja ...
... ledwo stoję na nogach! - To weź się za siebie do kurwy nędzy i przestań jęczeć jak stara baba. Masz nieco ponad trzydzieści lat na karku, a zachowujesz się jakbyś był pierdolonym emerytem zapierdalającym z balkonikiem po chodniku. Mój szef to bezpośredni człowiek, potrafiący zmusić człowieka do działania. - Posłuchaj - pochylił się i poczułem wydobywający się z jego ust smród zjedzonego wcześniej kebaba. Żołądek podjechał mi do gardła - Jesteś jednym z moich najlepszych pracowników. Nie wyślę tam Zenka, w Anglii zjedzą go żywcem. Potrzebuję gościa, który ma dynamit w głowie i potrafi myśleć. Zenek to człowiek - procedura. On dobrze sprawdza się na zapleczu, jako szara eminencja działająca na tylnym froncie. To Ciebie chcę wykreować na gwiazdę firmy. Anglia to furtka do kariery, doszlifujesz język, poznasz inną kulturę, może znajdziesz sobie jakąś fajną dupcię. - Poza tym - kontynuował niezrażony, a mój żołądek w dalszym ciągu wykonywał dziwne harce - przyda Ci się wyjazd z Polski, prawda? Magda mówiła mi, co się stało, chyba nie masz zamiaru siedzieć tu i użalać się nad sobą jak pierdolony Werter? - Jutro o dwudziestej masz wylot z Okęcia. Na maila dostaniesz dane pracownika, który odbierze Cię z lotniska. Reszta zespołu jest już na miejscu i czeka na Twój przylot. Zaczynacie pracę od poniedziałku, a weekend macie na zapoznanie się - rzucił bilet na biurko i wyszedł z pokoju. Obudziło mnie gwałtowne szarpnięcie. Samolot wpadł w lekką turbulencję, na szczęście po ...