-
Klaps
Data: 30.10.2020, Autor: LavaZZa197
Super, pomyślałam, że to doskonała propozycja. Wspólny wyjazd za miasto, wow, zaraz dzwonię do mamy i już w głowie układam co jej powiedzieć i jak ustawić dzień i opiekę nad dzieckiem. Od momentu wyjazdu męża do Anglii, a w zasadzie, bo tak trzeba to nazwać, rozpadu związku, regularnie spotykam się z Wojciechem. Mam świadomość, że dla wielu może być to nie akceptowalne społecznie i moralnie, by taki związek oparty na seksie matki, żony oraz faceta w związku trwał i rozwijał się. Dla nas każde spotkanie było i jest szczególne. To on spowodował, że nie wstydzę się samej siebie, swoich decyzji, że nauczyłam się czerpać przyjemność, satysfakcję, akceptuję siebie i nie boję się przełamywać żadnych tematów w zdobywaniu dzikiej i czasem zwierzęcej przyjemności. Nakręca mnie na życie fakt, że nie muszę obawiać się jego krytyki, sztucznego egzaltowania się jakimiś pustymi formułkami o świętości życia i miejscu kobiety w nim. Praca i satysfakcja z płynących z niej profitów, uspokojenie życia prywatnego, spokój w domu, brak nieprzewidywalności, brak chaosu i stresu co z następnym dniem spowodował, że zaczęłam cieszyć się życiem i zaczęłam odcinać kupony od niego. Umówiliśmy się w sobotę, ja podjadę na parking centrum handlowego i przesiądę się do niego. Krótka niebieska sukienka w białe grochy, białe tenisówki, kapelusz słomkowy i okulary słoneczne, dodatkowo kosz z czymś słodkim i kocem, jakoś w głowie miałam piknik za miastem, wspólny wyjazd, nowe doznania a ...
... przede wszystkim miałam straszną ochotę na niego poza czterema ścianami. Wojciech już czekał. Zamknęłam „maluszka” i szybkim krokiem poszłam w jego kierunku. Siadając z tyłu spostrzegłam, że kosz i mój boski kapelusz zostały w moim samochodzie, ale nie chciałam już wracać. - Cześć, co to za lato zagościło w Tobie – powiedział przez ramię, uśmiechając się serdecznie. - No lato, lato – uśmiechnęłam się, siadając na środku tylnej kanapy by widzieć też jego – prowadź zatem w nieznane – prowokacyjny uśmiech rozlał się na mojej twarzy. - Naprawdę w nieznane spryciaro? - A co masz na myśli, coś nie tak? – nie widziałam jego spojrzenia zza jego okularów przeciwsłonecznych. - Mam wielką ochotę na Ciebie, wiesz ? – szepnął włączając się do ruchu. Rozmowa o wszystkim i o niczym, kilometry szybko nam spod kół uciekały gdy zaczął zwalniać i skręcił z drogi głównej. Nawet nie wiedziałam gdzie jedziemy, jaki jest plan, chciałam by się zatrzymał już. Lubiłam zapach jego samochodu, lubiłam jego zapach, lubiłam patrzeć na niego, obserwować, słuchać. To w sumie pierwszy raz kiedy razem wyjechaliśmy poza jego mieszkanie. Okazało się, że jedziemy w kierunku stadniny koni w pod gliwickiej miejscowości słynącej z ich hodowli ale nie dojechaliśmy tam. Skręcił w boczną polną drogę w kierunku lasku. Śpiew ptaków, odgłosy owadów i cisza. Zapach łąki, lasu i słoneczko które mocno zaczęło już operować nagrzewając samochód i wpadające przez otwarte okna samochodu. Wyszłam z ...