-
Kamila nauczycielka (III). Zwykły obozowy dzień
Data: 31.10.2020, Kategorie: nauczycielka, uczeń, gra, Autor: Falanga JONS
... jedynym kontaktem, był tylko zapach nauczycielki, gdy ta znalazła się o kilkanaście centymetrów od przeciwnika. I gdy czas zbliżał się ku końcowi, Kamila otrzymawszy piłkę na skrzydle, postanowiła przebiec raz jeszcze kilka metrów do przodu. Ruszyła, nieroztropnie wypuszczając piłkę przed siebie na dłuższą odległość. Swoją szansę dostrzegł jeden z obrońców rywala. Szybko wykonał wszystkie obliczenia i gdy Kamila dobiegała do piłki, on wykonał wślizg, blokując nogą futbolówkę, tak, że ta nagle stanęła w miejscu. Kamila wykonując kopnięcie, natknęła się na opór piłki przytrzymywanej przez przeciwnika. Straciła równowagę i runęła na boisko twarzą do przodu. – Idioto, co robisz – nie wytrzymał Łukasz, podbiegając bliżej. - Wszystko było czysto, regulaminowo – bronił się obrońca. - Ale nie taka była umowa – mruknął Przemek. Nie zwracał jednak uwagi na rywala, tylko jak wszyscy, gapił się na leżącą Kamilę. A konkretnie na jej tyłek, na uda, napinające się mięśnie nóg, gdy próbowała nieporadnie wstać. Przez chwilę panowała cisza. Wszyscy z bliska chłonęli ciało nauczycielki. - Marek, to było za ostro – zwróciła się stanowczo do winowajcy Konopacka. - Oj, to tylko upadek, nic się nie stało – odparł lekko skrępowany uczeń. - Ale mogło się stać – pogroziła mu lekko palcem. – No, chyba czas już minął – stwierdziła na oślep, ale nie bez słuszności. Podeszła do zbierającej się z murawy koleżanki. Kamila wstała, przesuwając dłonie po swoim ciele, upewniając się, że ...
... wszystko jest w porządku. Poczuła na sobie spojrzenia kilkunastu chłopaków. Nie wytrzymała, spuściła wzrok. Wybąkała kilka słów i zeszła z boiska, udając się w kierunku, lekko rozbawionego męża. Wkurzył ją nieco wyraz jego twarzy. - Co ci tak wesoło? – burknęła z lekką złością. - Skoro widzę, że moje nauki nie poszły w las, to dlaczego mam płakać? – uśmiechał się dalej, próbując lekko załagodzić sytuację. – I nie mów, że coś ci się stało. - Przyjemne to nie było – mruknęła z przekąsem. - Teraz pomnóż to przez dziesięć i już wiesz, jak ciężkie jest życie piłkarza – uśmiechał się dalej. - Wiem, wiem – wzruszyła ramionami. – A życie żony piłkarza jeszcze gorsze – westchnęła. – Zwłaszcza takiego piłkarza, co zabiera pracę do domu. - Nie przesadzaj, jeszcze z dwa, trzy lata i finał. - Wtedy to dopiero będziesz się wyżywał piłkarsko w domu. - Pewnie tak. Zwłaszcza z synem, albo córką. - Coś taki prędki do płodzenia dzieci? Wcześniej ci się tak nie spieszyło. - Mi nie, ale za chwilę mogą mnie ubiec dwie drużyny piłkarskie. - A to tu pana boli – roześmiała się w końcu. – Zazdrościsz im? – całkowicie rozpogodzona spojrzała uwodzicielskim wzrokiem. - Pewnie. Ze mną żadna śliczna nauczycielka nie chciała grać w piłkę. - Biedactwo. - Oczywiście. Teraz w ramach rekompensaty, umyjesz swojemu największemu kibolowi plecy w jeziorku – wskazał głową na taflę wody. - Wolałabym pójść do domu i wziąć porządny prysznic. - A po co ci prysznic, skoro ...