-
Bynajmniej
Data: 05.11.2020, Kategorie: nauczyciel, uczennica, liceum, buziaki, bez seksu, Autor: MrHyde
... jeszcze niżej. Bezczelnie lustrował zgrabną figurę nastolatki. - Chyba już wiem, w czym problem, Patrycjo. - odzywa się, nie odrywając wzroku od dresowej bluzy. Jego uwagę przykuwają uwypuklenia w okolicy mostka. - zaraz ci wszystko wyjaśnię. Cały szkopuł w tym nieszczęsnym "bynajmniej", prawda, Patrycjo? Ty nadal nie rozumiesz tego słowa! - Ja? Jak to? No, nie wiem - jąka się Patrycja. Jest zdezorientowana. - A dlaczego pan tak nie lubi tego słowa? - ucieka od odpowiedzi zadając pytanie nauczycielowi. - Słowo lubię - odpowiada Marek. - Nie lubię tylko, kiedy go niewłaściwie używasz. Chodź! - chwyta dziewczynę za nadgarstek. Trzyma ją lekko, symbolicznie. Ciągnie ją za sobą, nie używając siły. Wchodzą do pustego przedziału. Marek przekręca zamek, zaciąga łańcuch zabezpieczający drzwi, zasuwa firankę. Teraz już żaden zbłąkany podróżny nie przekroczy progu prowizorycznej klasy. Nie zakłóci lekcji. Odciąwszy jedynej uczennicy drogę ucieczki, mówi: - Rozbieraj się! Teraz będziemy się kochać. - Głos polonisty przybrał nagle ton rozkazujący, nietolerujący protestu. - Słucham?! - odpowiada Patrycja niemal krzykiem, nie w pełni kontrolując siłę swego głosu. Jest oszołomiona nagłym żądaniem. - Przecież chcesz ze mną iść do łóżka. - Mężczyzna robi się coraz bardziej bezczelny. Obiema rękami dotyka dziewczęcej bluzy. Sunie palcami od bioder do wysokości pępka. - Ja? Eeech... Nie... Jak to? - Patrycja jąka się, zakłopotana, ale już nie krzyczy. Wrzaśnie, jak ...
... będzie trzeba. Na razie nie dowierza. W jej źrenicach znów widać bitwę strachu i nadziei. - No dobrze. Nie będziemy się teraz kochać, skoro nie chcesz. - uspokaja nauczyciel. Uśmiecha się. Robi przebiegłą minę. - Ale, bynajmniej, wcale ci nie wierzę. - dodaje, porozumiewawczo mrużąc oko. "O Boże, znowu to "bynajmniej"! - szlocha mózg dziewczyny. "Niech on wreszcie przestanie się ze mnie naśmiewać!" Zablokowanie drzwi, teksty o kochaniu: Kolana Patrycji są jak z waty. "Co się dzieje? Co ja tu robię?" pyta się dziewczyna sama siebie. Długo by mogła myśleć, lecz Marek nie może dać jej czasu na dumanie: - Patrycjo! - zwraca się do niej ponownie, kładąc ręce na jej biodrach. - "Kochana, zapamiętaj sobie, co ci powiem, raz na zawsze: "Bynajmniej" znaczy "Nie, nie i jeszcze raz nie", "W najmniejszym stopniu", "Nigdy, przenigdy", "W żadnym razie". Nie możesz mówić "Bynajmniej tak", bo przeczysz sama sobie. Rozumiesz? Będziesz pamiętać? - Aha. - dziewczyna prostuje plecy, podnosi brodę. Łagodny głos mężczyzny działa na nią kojąco, przywraca poczucie bezpieczeństwa. Kiwa głową na znak, że zrozumiała. Jej uwagi nie zaprząta jednak "bynajmniej", lecz inne słowo spontanicznie użyte przez nauczyciela. "Kochana"? Wtem, nowe zaskoczenie! Marek obejmuje ją w talii tak, że jej obie ręce zostają ściśnięte jego silnymi ramionami. Nagle, jednym energicznym pociągnięciem przybliża do siebie nastolatkę. Dwa ciała szczelnie przywierają do siebie. Brzuch opiera się o brzuch, udo o udu. ...