-
Nie ten dzień
Data: 24.11.2020, Autor: blackjack
... Kobieta rozpłakała się, lecz nie dlatego, iż wierzyła, że mogłoby to przynieść jakikolwiek skutek. Po prostu nie potrafiła powstrzymać łez. Powoli, łyk za łykiem, opróżniała naczynie, ale kiedy w końcu je odstawiła, mężczyzna napełnił je po raz drugi. – Nie! – zakryła ręką usta. Czuła jak żołądek buntuje się i skręca, bo taka ilość alkoholu była dla niej wręcz zabójcza. – Nie tknę tego więcej! – Pij! – uniósł szklankę, podsuwając jej pod nos. – Nie! – Z wściekłością wytrąciła mu ją z dłoni i alkohol wylał się na idealnie czystą podłogę. – Nie? – Chwycił szczupły nadgarstek, potem najmniejszy palec i bez litości go wykręcił. Krzyknęła, bo ból okazał się obezwładniający. – Na razie uszkodziłem ten jeden. Potem będą dwa kolejne. A teraz – podał jej butelkę. – Pij! Nie żartował, nie droczył się. Tacy jak on, tak nie postępowali. Szlochając z bólu, dała pierwszego łyka i nie zdołała opanować torsji. Zwymiotowała prosto na siedzisko kanapy. – Dobra Żora, przytrzymaj ją z jednej strony, ty Dima z drugiej. Nie zorientowała się, co chciał zrobić, dopóki nie było za późno. Potem po prostu wetknął jej szyjkę butelki do ust i palcami zatkał nos. Krztusiła się, parskała, wiła, prawie udusiła, ale wlał w nią wszystko, co ostatniej kropelki. Patrzył przy tym obojętnie, bez odrobiny litości. Więcej, bo chociaż miała wrażenie, że widzi świat za mgłą, to ten bydlak był rozbawiony. – Zanieś ją do mojej sypialni – rozkazał po wszystkim osiłkowi. – I zawołaj kogoś, ...
... niech tu posprząta. Po czym nie oglądając się za siebie, wyszedł na taras, wyjmując z kieszeni papierosy. Był zadowolony, bo jego plan wypalił w całości, a przyszłość zapowiadała się obiecująco. Mając w kieszeni starego Bojczuka w zasadzie mieli zapewnioną całkowitą bezkarność. A gra nie toczyła się o kieszonkowe, ale o grube miliony euro. Chociaż jemu nie zależało na pieniądzach. Uwielbiał ten dreszczyk emocji, satysfakcję, gdy ofiara patrzyła prosto w jego oczy, do ostatniej chwili mając nadzieję na błahy odruch litości. Ta nadzieja, która w ułamku sekundy zamieniała się w niedające się opisać przerażenie. To dopiero była frajda! Pomyślał o kobiecie, którą zgodził się poślubić. Ta Lerka była całkiem ponętna. Nie znał jej bliżej, bo nie zadawał się z ćpunami, a ona ponoć od kilku lat całkiem ostro brała. Dziwne, nie powiedziałby tego patrząc na jej twarz. Kilka dni temu wróciła z długiego odwyku, może to dlatego. Nawrócenie, poprawa, dwanaście kroków do nowego życia, czy jak tam to leciało. Trudno, dwunastu nie będzie, bo lepiej było ją czymś nafaszerować, żeby nie fikała. Chętnych do dymanka jej nie zabraknie, szczerze mówiąc pomimo własnych słów też miał ochotę załapać się na mały numerek. Zgasił papierosa, rzucając niedopałek na trawę. Był pewien, że za pięć minut zniknie. Uśmiechnął się szeroko do własnych wspomnieć. Kiedyś zatrudniono nową dziewczynę. Nie znała wszystkich zwyczajów i dopiero jak musiała zjeść całą popielniczkę petów, nauczyła się porządku. Szybko ...