-
Nie ten dzień
Data: 24.11.2020, Autor: blackjack
... zrezygnowała z pracy i zniknęła, ale zła sława jego czynu pozostała i była przekazywana każdej kolejnej zatrudnionej osobie. – Aleksandr, pozwól do gabinetu. – Bohdan pojawił się za jego plecami niczym duch. – Dzwoni Bojczuk. – Już? Szybki jest. – Chce pogadać. – Dobrze, idę. Nika leżała na ogromnym łóżku, a jej ciałem wstrząsały mdłości. Na dodatek w głowie kręciło jej się niczym na karuzeli, a palec pulsował bólem. Może nawet był złamany? Z trudem wstała, aby potykając się, dotrzeć do dostrzeżonej za uchylonymi drzwiami łazienki. Prawie zawisła na marmurowej umywalce, po czym odkręciła wodę. Chłodną, cudownie orzeźwiającą, gaszącą pragnienie. Przepłukała gardło, opryskała twarz. Nie miała siły na kąpiel, postanawiając zostawić to na później. Osunąwszy się na podłogę, dotknęła czołem zimnej powierzchni. Przyniosło to taką samą ulgę jak zimna woda. Nie potrafiła zebrać myśli, ale ponad wszelką wątpliwość wiedziała jedno. Musi podjąć tę grę, udawać kobietę, która pewnie już nie żyje. Gdyby nie ich podobieństwo, dawno podzieliłaby jej los. A tak miała szansę, aby zaplanować ucieczkę. Musiała tylko odzyskać siły. – Niezbyt wygodne miejsce. – Ocucił ją dźwięk kpiącego głosu. – Chodź zajączku, łóżko będzie lepsze. Bez problemu podniósł ją, a potem niezwykle delikatnie ułożył na miękkim materacu. Po czym usiadł tuż obok, pochylając się nad zmartwiałą kobietą. – Tatuś się zgodził – oznajmił radośnie. – Kupimy ci ładną sukienkę, a w prezencie dostaniesz ...
... tyle prochów, że oszalejesz z radości. – Nie biorę… już – odparła słabym głosem. – Przecież wiesz, że mamy najlepszy towar. Może masz ochotę spróbować? Paluszek przestanie boleć – dodał drwiąco. – Nie chcę. – Taki biedny paluszek – perfidnie ścisnął go z całej siły, a w oczach Niki ukazały się łzy. Z trudem łapała powietrze, usiłując opanować ból. – Na co komu tyle cierpienia? – Nie masz pojęcia o cierpieniu – odparła z goryczą, przyciągając ku sobie zmaltretowaną dłoń. – Nie? – Spoważniał, a z jego ust zniknął uśmiech. – Mam Lerreno, mam. Może jedynie z innego punktu widzenia, bo to ja bywam źródłem cierpienia. Milczała, bo to, co dostrzegła w głębi przepastnych czarnych oczu, skutecznie zniechęcało do dyskusji. Kto wie co takiemu jeszcze przyjdzie do głowy? – Okay króliczku, rozumiem, zmęczona jesteś. Mam sobie pójść w diabły. Ale zanim to zrobię, kilka słów, abym przypadkiem nie musiał cię krzywdzić. – Wyciągnął ramię i bardzo wolnym, wręcz wystudiowanym ruchem zacisnął palce na jej krtani. – Po pierwsze, żadnych ucieczek. Mur ma trzy metry, góra pod napięciem, przy bramie stoją chłopcy, a nocą biegają dwa sympatyczne pieski. One nie zadają pytań, tylko od razu przegryzają gardło. Zrozumiałaś? Skinęła głową. – Po drugie, żadnych telefonów czy mailów. Nic. Dla ciebie świat na zewnątrz przestał istnieć. Bo tutaj wkraczam ja i to jest jeszcze gorsza perspektywa niż nasze psiaki. Rozumiesz? – Tak. – Z trudem przełknęła ślinę, bo z każdym słowem ...