1. Nie ten dzień


    Data: 24.11.2020, Autor: blackjack

    ... obciąganko.
    
    Wzruszyła ramionami, chwytając sztućce. Być może Lera zasłużyła na swą złą sławę, ale sposób w jaki to mówił… Słowa, ton głosu… Szkoda, naprawdę szkoda, że nie mogła chwycić czegoś ciężkiego i rozbić mu na głowie.
    
    – Skończyłam z tym – powiedziała tylko, zabierając się za jedzenie. Mało brakowało, a rzuciłaby się na swoją porcję.
    
    – Tak, skończyłaś – odparł szyderczo. Wszyscy przy stole przysłuchiwali się ich rozmowie, ale widać nie takie rzeczy się tu działy. Mało kogo obeszła ich wymiana słów. Jedynie pani domu miała niesłychanie zadowoloną minę niczym kot, który właśnie upolował tłustą mysz. No i Żora wyglądał, jakby miał wybuchnąć śmiechem.
    
    Do końca posiłku Nika nie odezwała się ani słowem. Kiedy skończyła, podziękowała i wstała, zamierzając odejść. Nikt jej nie przeszkodził, ale ona nie poszła do sypialni, tylko wyszła na zewnątrz.
    
    Początek jesieni. Drzewa mieniące się całą paletą złota i czerwieni. Zmęczenie wyczuwalne w każdym powiewie wiatru. Przyroda szykująca się do odpoczynku, do zimowego snu. Było jeszcze dość ciepło, chociaż odczuwała też wyraźny chłód. Może dlatego, że była bez butów? Mimo to otuliła się ramionami i zeszła po szerokich stopniach, aż do migoczącego oczka wodnego.
    
    To było piękne miejsce. Cisza, spokój, idealna harmonia. Gniazdo przestępców, pomyślała z niechęcią Nika. Pozory, skrywające wyjątkową brzydotę. A mimo to stała w bezruchu, sycąc się niepowtarzalnym urokiem krajobrazu, odganiając ponure myśli o ...
    ... przyszłości.
    
    – No Lera! – Tuż obok stanął Maxim. – Za nasze pokrewieństwo! – Wcisnął jej w dłoń szklankę wódki. Żeby chociaż to był kieliszek wina, pomyślała z rezygnacją.
    
    – Już nie piję. – Postanowiła wykorzystać swój rzekomy odwyk.
    
    – E no, nie bądź taka skromna. Tylko ze mną.
    
    – Nie piję – powtórzyła, a potem wylała wszystko na trawnik. – I nie biorę byle czego. Oraz byle kogo.
    
    – Masz chrapkę na Saszę, nie ściemniaj, ja i tak mu nie powiem. – Chłopak zaczął się śmiać. – Ale on mówił prawdę. Lubi świeżynki. Mało używane, nie przechodzone, ewentualnie lekko bite, ale to załatwia we własnym zakresie.
    
    – To tylko interes.
    
    – Akurat. Wszystkie się ślinicie na jego widok. – Maxim zmrużył oczy. – Moja macocha, jej siostra, nawet Iryna rozkłada przed nim z ochotą nogi.
    
    – Przecież ona nie ma jeszcze szesnastu lat! – Tym razem wzburzona Nika odwróciła się do niego przodem.
    
    – Ma, skończyła miesiąc temu. Ale rżnęła się z Saszką znacznie wcześniej.
    
    – Mam dosyć – oświadczyła zniesmaczona kobieta. – Wracam do siebie.
    
    Nie zatrzymał jej, a ona wbrew swoim słowom, zaszyła się w bibliotece. I tam w końcu, chociaż przez krótki czas, udało jej się zapomnieć o swoim fatalnym położeniu. Wodziła palcem po grzbietach książek, typowała tytuły, które przeczyta w pierwszej kolejności. Była tym tak pochłonięta, że nie zauważyła upływu czasu. Dopiero cichy głos pokojówki, sprowadził ją na ziemię.
    
    – A pan Aleksandr od kwadransa pani szuka.
    
    – Szuka? Jak widać kiepsko, bo…
    
    – Tu ...
«12...171819...»