1. Nie ten dzień


    Data: 24.11.2020, Autor: blackjack

    ... jesteś! – Słowa niby spokojne, ale wyraz jego twarzy był straszny.
    
    – Zaczytałam się – tłumaczyła zgodnie z prawdą Nika.
    
    – Tak? Umiesz czytać? – zadrwił.
    
    – Kocham czytać. – Odważnie stawiła mu czoła.
    
    – Dobra zajączku, zostaw tę makulaturę i marsz do sypialni.
    
    – Jedną wezmę. Lubię czytać przed snem.
    
    – Weź – zgodził się nieoczekiwanie. – A ty dopilnuj, aby trafiła we właściwe drzwi.
    
    Nie chciała, aby dziewczyna miała przez nią kłopoty, więc posłusznie wróciła do dobrze znanego pokoju. Tam umyła się, splotła włosy w warkocz, z powrotem ubrała koszulkę oraz bokserki, a po namyśle świeże skarpetki, bo dziwnie marzły jej stopy. Zajęła jedną stronę łóżka, ale wcześniej przygotowała sobie koc i małą poduszkę. Tak na wszelki wypadek. Sądziła, że on w ogóle nie zjawi się na noc, ale pomyliła się. Kiedy wróciła z łazienki, Sasza leżał rozwalony na środku łóżka, tylko w spodniach i koszuli, z rękoma pod głową i pełnym tłumionego żaru spojrzeniem.
    
    – Tak myślałam – westchnęła, sięgając po swój ekwipunek. Zabrała jeszcze książkę i rozgościła się na niewielkiej otomanie.
    
    – Śpi się w łóżku.
    
    – Które w całości zajmujesz.
    
    – Zajączku, ty lepiej wróć.
    
    – Bo?
    
    – Bo będę musiał przywlec cię tu siłą – dodał z wyjątkowym spokojem. – Paluszek już nie boli?
    
    – Nie złamałeś go, ale i tak trochę boli.
    
    – Wiem. Nie chciałem być nie delikatny.
    
    – Ty? – roześmiała się głośno. – Zgaduję że bezpośrednia przemoc odpada, bo w końcu przed kamerą musiałbyś tłumaczyć ...
    ... całą gamę fioletów na mym obliczu. Palce, nadgarstki i inne części ciała podatne na złamania, również nie wchodzą w rachubę. Gips nie pasuje do sukni ślubnej.
    
    – Za to możesz się uśmiechać niczym Gioconda, mnie to nie przeszkadza.
    
    – Auć! Takie skomplikowane słowo w twoich ustach. To musiało boleć!
    
    Usiadł na brzegu łóżka, aby wbić w nią spojrzenie czarnych oczu.
    
    – Masz wrócić. Natychmiast suko, bo inaczej porozmawiamy.
    
    Leniwe rozbawienie zniknęło. Przed nią siedział potwór. Twarz miał surowo ściągniętą, usta zaciśnięte w grymasie złości. Oczy pełne gniewu. Z trudem przełknęła ślinę, ale już nie dyskutowała, nie wygłosiła kolejnej uszczypliwej uwagi. Wstała i zabierając ze sobą książkę, wróciła na łóżko. Położyła się na samym brzegu, jak najdalej od niego, kuląc pod cienkim nakryciem. Na dodatek ostentacyjnie odwróciła plecami, udając, że wróciła do lektury. Tak naprawdę straciła nią całkowite zainteresowanie, a literki skakały jej przed oczyma, nie pozwalając na sklecenie chociażby najprostszych słów. Mimo to chyba poczuł się usatysfakcjonowany, bo wstał i bez słowa poszedł do łazienki. Zabawił tam wystarczająco długo, aby Nika odzyskała równowagę. Niestety, zaraz gdy się pojawił, na powrót ją straciła, bo Sasza wszedł do sypialni całkiem nagi, z ręcznikiem przerzuconym przez ramię. Odruchowo zamknęła oczy, ale jego widok pozostał pod powiekami. Umięśnione ciało, barczyste ramiona, śniada skóra pokryta kropelkami wody, całkiem spore owłosienie i… jego męskość. Ze ...